„Górnośląski Lipsk” – tradycje wydawnicze Piekar Śląskich

Dla mieszkańców Śląska poszukiwanie polskiego słowa pisanego stało się  szczególnie istotne w momencie, gdy Śląsk przeszedł pod panowanie pruskie, a Rzeczpospolita Szlachecka zakończyła swój samodzielny byt państwowy. Pamiętano o polskich korzeniach i szukano polskiego słowa, jednak władze pruskie nie zezwalały na druk polskich książek i czasopism.

Pierwsze próby drukowania książek po polsku wyszły ze strony Józefa Lompy w 1840 r. Władze nie wyraziły wówczas zgody. Dwa lata później tego samego bezskutecznie próbował proboszcz bytomskiej parafii Najświętszej Marii Panny Józef Szafranek. Nie udało się również Fryderykowi Weilshäuserowi z Opola, który chciał tam wydawać polską gazetę. W tym samym roku burmistrz Pszczyny Johann Christian Schemmel uzyskał co prawda zgodę władz na wydawanie „Tygodnika Polskiego”, ale udało się to tylko dlatego, iż Schemmel argumentował, że zawarte tam treści będą podnosić oświatę rolniczą, a także i ogólną mieszkańców Śląska. Kiedy gazeta zaczęła już wychodzić „przemycano” w niej również inne treści. Publikowano różne opowiadania, bajki, czasami fragmenty pamiętników oraz, co najważniejsze, podawano informacje dotyczące życia, zarówno gospodarczego, jak i kulturalnego na całym Górnym Śląsku. Niestety w 1846 r. zaniechano druku gazety.

Wszystko diametralnie zmieniło się w okresie Wiosny Ludów (1848-1849), kiedy to władze pruskie zmuszono do zniesienia cenzury państwowej. Obawiając się społecznych rozruchów czy nawet rewolucji, Hohenzollernowie byli zmuszeni przyznać poddanym wolność słowa. Reakcją na to było powstawanie nowych czasopism i drukarni.

Piekary i sąsiedni Bytom niewątpliwie bardzo silnie przyczyniły się do rozwoju polskiej prasy na Śląsku. W Bytomiu dzięki działalności polskiej inteligencji świeckiej i duchownej (głównie skupionej wokół księdza Szafranka) krzewiono język ojczysty i kulturę rodzimą. Z kolei w Piekarach proboszcz piekarskiego kościoła Jan Nepomucen Ficek redagował „Tygodnik Katolicki”. Początkowo wychodził tutaj także „Dziennik Górnośląski”, przeniesiony później do Bytomia.

Właściwie w tym czasie na Śląsku działały jednocześnie dwie drukarnie (chodzi oczywiście o oficyny wydające po polsku). Była to drukarnia Nowackiego w Mikołowie oraz drukarnia w Niemieckich Piekarach, należąca do Teodora Heneczka.

Heneczek naprawdę nazywał się Heneczkowski. Pochodził z Częstochowy, a w Piekarach znalazł się dzięki współpracy z księdzem Fickiem. Kiedy tu przyjechał, założył własną drukarnię wraz z introligatornią. Ale niestety nie był osobą znaną, zarówno mieszkańcom Piekar, jak i całego Śląska. Dlatego też, aby jego wydawnictwa „uwiarygodnić”, zastosowano swoisty wybieg. Otóż do 1849 r. jego wydawnictwa są oznaczone napisem: „Drukiem Józefa Heera w Piekarach”. Tak naprawdę ich wydawcą był Heneczek, ale jego wydawnictwa firmowane były przez osobę dobrze znanego w Piekarach i okolicy ekonoma Józefa Heera (był on zarządcą dóbr Donnersmarcków w Piekarach).

Jego pierwsza pozycja wydawnicza to książeczka z 1847 r. „Ołtarzyk mały, albo ćwiczenie się w nabożeństwie dla młodzieży katolickiej”. Z jego drukarni wychodziły głównie książki do nabożeństwa, modlitwy, pieśni oraz czasami broszury ludowe. Dużą popularnością cieszyły się wówczas także śpiewniki, jak chociażby „Śpiewnik kościelny” czy „Dostateczny śpiewnik kościelny i domowy wraz z książką modlitewną”. Czasami były to bardzo obszerne pozycje, jak chociażby wspomniany „Dostateczny śpiewnik…”, który Heneczek opracował wespół z księdzem Fickiem oraz Karolem Piekoszewskim. Pozycja ta liczyła około 1 000 stron, więc jak na tamte czasy była niezwykle obszerna.

Co ciekawe, książki w drukarni Haneczka wydawano w różnych wersjach. Były więc książki tanie, przeznaczone dla szerokich rzesz mało zamożnych czytelników oraz „wersje luksusowe” tych samych książek, a więc oprawione w skórę i pozłacane.

Innym ciekawym aspektem jego działalności był fakt, iż z jego (i być może księdza Ficka) inicjatywy powstał swoisty komitet doradczy, w skład którego weszli księża. Ich zadaniem były wskazówki co do wydawania bardziej wartościowych pozycji dla wiernych, czasami cenzurowanie rękopisów. Dzięki temu jego drukarnia w ogromnej części stała się wydawnictwem dzieł katolickich, co zapewniało szeroką rzeszę odbiorców, a co za tym idzie, możliwość kształtowania ich opinii. Niespodziewanie w 1872 r. Teodor Heneczek sprzedał swoją piekarską drukarnię i wyjechał do Galicji. Tak naprawdę nikt nie wie, dlaczego tak zrobił. Część badaczy twierdzi, że uciekał przed kłopotami ze strony władz pruskich (Galicja cieszyła się szeroką autonomią). Inni mówią, że stchórzył i nie chciał już publikować po polsku. Jeszcze inni są przekonani, że po prostu pokłócił się z ks. Fickiem bądź miejscowymi notablami i obrażony wyjechał. Pozostają nam tylko spekulacje, gdyż prawdziwego powodu chyba już nie poznamy. Prochy Heneczka spoczywają na cmentarzu w Nowosielcach Kozickich na Pogórzu Przemyskim.

Jakie by nie były powody wyjazdu z Piekar Teodora Heneczka, to pozostawił po sobie niezwykłe dziedzictwo. Piekary zyskały renomę ważnego ośrodka wydawniczego. Rozwinął się niezmiernie druk czasopism. W Piekarach drukowano między innymi:

– W latach 1848-1849 „Dziennik Górnośląski” – pismo o profilu narodowym, którego druk po pierwszym okresie „piekarskim” w drukarni Heneczka przeniesiono do Bytomia. Było czytane głównie przez chłopów, robotników i rzemieślników. Z gazetą współpracowali: Józef Lompa, Józef Szafranek, Józef Łepkowski i Emanuel Smółka.

– W latach 1848-1850 „Tygodnik Katolicki” – o charakterze religijnym. Było to pismo Towarzystwa Maryańskiego w Piekarach redagowane i opracowane przez księdza Ficka i innych jezuitów – Peterkę i Praszałowicza. Pismo było skierowane do katolików, a zamieszczano w nim wiadomości kościelne, pouczenia moralne, opisy miejsc świętych, opowiadania dotyczące historii Kościoła. Z gazetą współpracowali m.in.: ks. Józef Laxy, ks. Szymon Perzych i ks. Bernard Purkop.

– W latach 1868-1872 „Zwiastun Górnośląski”, założony z inicjatywy księdza Adriana Włodarskiego, biskupa wrocławskiego, redagowany przez księdza Bernarda Purkopa oraz Karola Miarkę. Od 1870 r. „Zwiastun” wychodził w każdy wtorek, wraz ze stałym piątkowym „Dodatkiem” zawierającym najnowsze wiadomości z toczącej się wojny francusko-pruskiej. Tygodnik poruszał sprawy religijne, polityczne, astronomiczne, gospodarcze, ekonomiczne, ale zawierał również literaturę, kronikę oraz prywatne doniesienia. Z gazetą współpracowali m.in.: Juliusz Ligoń, Wawrzyniec Hajda i Karol Miarka. Pismo było wydawane przez Heneczka i z czasem stało się tak popularne, że wysyłano je na cały świat (USA, Teksas, do osady Panna Maria, San Antonio czy Bandera).

– W latach 1870-1873 „Promotor nabożeństwa do św. Józefa i Przenajświętszej Rodziny”, był to periodyk głównie o tematyce religijnej.

Należy zwrócić uwagę na fakt, iż w tamtych czasach społeczność Piekar nie liczyła wielu mieszkańców i jednoczesne istnienie tak wielu tytułów prasowych wydaje się wręcz niezwykłe.

Heneczek sprzedał swoją drukarnię Adolfowi Ligoniowi oraz Franciszkowi Świdrowi. Ci założyli spółkę i od tego momentu (w latach 1888-1900) wydawali „Gwiazdę Piekarską”. Gazeta ta poruszała sprawy polityczne, społeczne i oświatowe. Jej pierwszym redaktorem był J. Tuszyński, a potem S. Czerniejewski. Przez rok do pisma dołączano dodatek „Przyjaciel Domowy”. Jednakże gazeta nie przynosiła dochodów, dlatego właściciele drukarni odstąpili ją redaktorowi Czerniejewskiemu. W ten sposób była wydawana przez następnych 13 lat. Ale kiedy Czerniejewskiemu zaproponowano objęcie redakcji „Gazety Katolickiej”, zrezygnował on z wydawania „Gwiazdy Piekarskiej”. Z istnieniem tej gazety związany jest pewien ciekawy fakt. Dodatkiem do niej był „Miesięcznik Żartobliwy. Pismo dla śmiechu i zabawy”, gdzie po raz pierwszy w historii propagowano śląski humor. Wychodził tylko przez rok, bo… nie był poczytny.

Inną piekarską gazetą był „Głos znad Brynicy”, który utrzymał się tylko przez rok (lata 1925-1926) i był tygodnikiem poświęconym sprawom oświatowym i społecznym. Sukcesem pisma był fakt, iż docierał do bardzo szerokich rzesz tutejszych czytelników, a mianowicie mieszkańców Szarleja, Wielkich Piekar, Brzezin, Brzozowic, Kamienia czy Wielkiej Dąbrówki. Redakcja i administracja gazety mieściła się na ulicy Kamieńskiej 52 w Szarleju (dziś ul. Wyszyńskiego). Redaktorem wybrano Jana Ludygę. Gazeta utrzymywała się dzięki zamieszczaniu ogłoszeń, informacji i reklam, ale dotacje gmin i reklamy firm kupiecko-rzemieślniczych nie zapewniły jej prosperowania na rynku. Co ciekawe, była wydawana w niemieckim Bytomiu.

W latach 30. XX w. istniała także „Gazeta Szarlejsko-Piekarska” wydawana w niewielkim nakładzie (około 200 egzemplarzy miesięcznie) i przekształcona później w „Gazetę Piekarską”, która wychodziła dwa razy w tygodniu.

Wybuch II wojny światowej przekreślił istnienie wielu tytułów czasopism, także tych wydawanych w Piekarach. W okresie PRL-u niechętnym okiem patrzono na wydawanie lokalnych gazet, powstających poza „czujnym okiem PZPR”. Obecnie mieszkańcy miasta starają się kontynuować dawne tradycje, gdyż w mieście funkcjonuje filia „Dziennika Zachodniego” czy też kilka gazet parafialnych (np. „Z Piekarskich Wież” przy Bazylice Piekarskiej, „Zwiastun Nieustającej” parafii w Kozłowej Górze, „Budujemy Kościół Boży” przy parafii św. Rodziny, „Głos Józefa” przy parafii na Józefce). Ponadto istnieje związany z Radiem Piekary samorządowy „Głos Piekarski” oraz rywalizujący z nim prywatny „Przegląd Piekarski”. W latach 2011-2014 wydawany był dwutygodnik „Twoje Piekary”.

W epoce globalnej sieci powstało wiele stron internetowych poświęconych tematycznie Piekarom Śląskim. Tworzą je mieszkańcy Piekar, więc „duch Heneczka” jest tu ciągle żywy.

Piekary Śląskie miastem fortyfikacji

Na terenie Piekar Śląskich znajduje się jeden z najciekawszych i najstarszych odcinków Obszaru Warownego „Śląsk”(w dalszej części tekstu używamy skrótu OWŚ). Terminem tym określamy linię stałych fortyfikacji, budowaną na granicy polskiej części Śląska w latach 30. XX w. Miała ona zabezpieczyć Centralny Rejon Przemysłowy (tak wtedy określano przemysłową część polskiego Śląska) przed ewentualną agresją niemiecką. Decyzja o budowie tych obiektów zapadła na początku lat 30., kiedy w Niemczech objął władzę reżim hitlerowski i groźba ataku na Polskę stawała się całkiem realna. Mimo, że wcześniej polscy sztabowcy unikali budowy tego typu założeń obronnych (ze względu na ich koszty), to Śląsk wydawał się terenem niezmiernie zagrożonym i dlatego zdecydowano się na umocnienie granicy. Inicjatywę powstania śląskich fortyfikacji przypisuje się gen. Zającowi (do 1936 r. dowódcy stacjonującej na Śląsku 23 Dywizji Piechoty), a ich rozbudowę i znaczne wzmocnienie gen. Jagmin-Sadowskiemu (od 1936 r. dowódcy 23 Dywizji Piechoty, a od 1939 r. dowódcy Grupy Operacyjnej „Śląsk”). Ogółem linia zaczyna się na północy w rejonie Sączowa, Tąpkowic i Niezdary, a na południu sięga aż po Pszczynę (rozciągając się na 60-cio kilometrowym odcinku). Wiele obiektów fortyfikacyjnych OWŚ znajduje się na terenie Piekar Śląskich.

Należy jednak pamiętać, iż zwiedzanie tych obiektów jest szczególnie niebezpieczne. Zazwyczaj są one zaśmiecone, często zasypane ziemią czy też zalane wodą. Posiadają „pułapki” w postaci odkrytych szybów komunikacyjnych prowadzących na dolne kondygnacje. Oprócz tego należy się liczyć z tym, że w efekcie działania „złomiarzy” często sterczą ze ścian różne elementy stalowe, które grożą uszkodzeniem ciała. Dlatego zainteresowanym turystom zalecamy zwiedzanie większą grupą i zachowanie szczególnej ostrożności.

Jednym z pierwszych punktów oporu budowanym w miejscu, które uważane było za strategicznie ważne, jest Punkt Oporu „Dąbrówka” czy inaczej „Wzgórze 305”, znajdujące się obecnie na terenie Dąbrówki Wielkiej. Większość obiektów wybudowano w 1933 r. Poruszając się ulicą Siemianowicką w stronę Siemianowic Śląskich (droga krajowa 94) na wzniesieniu, po lewej stronie zauważymy duży obiekt z charakterystycznymi kopułami pancernymi.

Jest to jeden z najciekawszych obiektów na całej linii OWŚ, a także w całej Polsce. Po pierwsze ze względu na to, że jest to najstarszy tradytor (czyli schron bojowy mieszczący w sobie stanowisko armaty kal. 75 mm) na Śląsku. Po drugie dlatego, że jego konstrukcja jest unikatowa, gdyż stanowił swoisty eksperyment inżynierii wojskowej. Jest to obiekt dwukondygnacyjny o bardzo nieregularnym kształcie. Od innych schronów odróżnia go chociażby to, iż strop dzielący obydwie kondygnacje nie jest wzmacniany stalowymi szynami. Jego głównym uzbrojeniem była armata kal. 75 mm umieszczona w izbie bojowej i zamontowana na obrotowej platformie, by mogła strzelać przez dwie strzelnice. Oprócz tego schron posiadał jeden ciężki karabin maszynowy (ckm) umieszczony w półkopule pancernej, oraz prawdopodobnie jeden ręczny karabin maszynowy (rkm) służący do obrony wejścia. Biorąc pod uwagę wielkość obiektu, jego uzbrojenie jest minimalne. Tradytor wyposażony jest również w kopułę obserwacyjną. Co ciekawe, jako jedyny schron bojowy OWŚ posiada wejścia do kopuł pancernych tylko z dolnej kondygnacji. Niestety jest ona niedostępna, gdyż często bywa podtopiona. Znajdują się tam pomieszczenia załogi oraz izba dowodzenia. Sygnatura na kopule wskazuje datę budowy – 1934 r.

Po drugiej stronie drogi DK94 znajdują się inne obiekty „Wzgórza 305” ciągnące się w stronę Maciejkowic, ale znajdują się one poza administracyjnymi granicami Piekar Śląskich. Na wzgórzu stała w tamtych czasach jeszcze wieża ciśnień wodociągu Rozalia, należąca do miasta Bytomia.

Od opisanego tradytora możemy zejść w dół wzniesienia (wzdłuż drogi), aż dojdziemy do zatoczki dla samochodów i dwóch stojących koło siebie charakterystycznych kanciastych obiektów. Są to pozostałości po nieistniejącym już budynku koszar, który stał dokładnie pośrodku opisanych poniżej schronów. Jeden z nich, większy, stojący bliżej drogi składał się z trzech pomieszczeń i był bardzo silnie uzbrojony, bo aż w cztery ckm-y. Natomiast drugi, mniejszy, łatwo dostępny, posiadający tylko jedno pomieszczenie, był uzbrojony w dwa ckm-y. Obydwa stanowiły zabezpieczenie nieistniejącego budynku koszar.

Wracając do tradytora i idąc polami w kierunku zabudowań Dąbrówki Wielkiej, lekko na prawo zobaczymy kępę krzaków. Znajduje się w niej jeden z wielu często spotykanych na tym obszarze obiektów. Jest to schron bojowy dla jednego ckm-u, który był umieszczony w półkopule pancernej. Został wybudowany w 1933 r. i charakteryzuje się bardzo grubym, bo 200-centymetrowym stropem. Posiada tylko dwa pomieszczenia. Często jest podtapiany i dlatego też niedostępny. Obok niego widać jeszcze zachowane spore fragmenty okopów.

Idąc dalej w tym samym kierunku, tym razem lekko na lewo, zobaczymy kolejną kępę krzaków. Znajduje się w niej podobny obiekt. Jest to schron bojowy składający się z dwóch pomieszczeń, którego uzbrojeniem był jeden ckm, umieszczony w półkopule pancernej. Obiekt wybudowano w 1933 r.

Bardzo blisko tego schronu znajduje się ciekawy przykład próby wprowadzenia w błąd przeciwnika. Mianowicie jest tam tzw. schron pozorny, czyli betonowa ściana imitująca prawdziwy schron bojowy. Na całej linii OWŚ bardzo często budowano tego typu obiekty, by wprowadzić Niemców w błąd co do siły ognia danego punktu oporu, a także ściągnąć na siebie ogień nieprzyjacielskiej artylerii. Schronami pozornymi uzupełniano linię obronną w ostatnim okresie jej budowania, czyli na krótko przed wybuchem wojny. Niestety obiekt jest przysypany ziemią i praktycznie niewidoczny.

Od schronu pozornego najlepiej skierować się w stronę widocznej linii kolejowej, która też była budowana w okresie międzywojennym (1923-1926). Niedaleko usytuowano kolejny obiekt – schron bojowy wyposażony w półkopułę pancerną, którego uzbrojenie stanowił ckm. Obiekt posiadał dwa pomieszczenia i został wybudowany w 1934 r.

Na „Wzgórzu 305” znajdują się jeszcze inne ciekawe obiekty, ale żeby do nich dojść od ostatniego obiektu trzeba się udać w kierunku wschodnim, w stronę widocznego wzniesienia. Po drodze natkniemy się na jeszcze jeden schron pozorny (zarośnięty krzakami, przysypany ziemią i mało widoczny), aż po chwili dojdziemy do charakterystycznego zagłębienia terenu, gdzie można zauważyć kolejny obiekt. Jest to tzw. schron bierny (czyli nie mający charakteru bojowego i nieuzbrojony), który pełnił rolę magazynu amunicji dla całego punktu oporu. Możemy zauważyć, jak doskonale został wkomponowany w teren, by uniknąć rozpoznania. Rozpięte nad nim siatki maskujące całkowicie zasłaniały go przed oczami nieprzyjacielskiego lotnictwa. Widać tam również zachowane fragmenty okopów.

Trochę powyżej tego obiektu znajduje się charakterystyczny schron bojowy z dwoma pancernymi półkopułami. Został wybudowany w 1933 lub 1934 r., a jego uzbrojeniem były dwa umieszczone w półkopułach ckm-y. Obiekt jest często podtapiany i przez to mało dostępny. Nietrudno się domyśleć, iż jego zadaniem była ochrona obiektu amunicyjnego.

Aby dojść do kolejnego obiektu trzeba skierować się polną drogą w stronę linii kolejowej. Po chwili dojdziemy do kolejnego schronu bojowego wyposażonego w półkopułę pancerną, w której umieszczony był jeden ckm. Obiekt posiada dwa pomieszczenia.

Wszystkie opisane powyżej schrony wchodziły w skład Punktu Oporu „Dąbrówka” („Wzgórza 305”), którego podstawowym zadaniem było ryglowanie ogniem szosy Bytom – Siemianowice – Będzin, a także drogi na Katowice. Jak już wspomniano, część obiektów tego systemu znajduje się po drugiej stronie ulicy Siemianowickiej.

Trudno powiedzieć, czy opisane przez nas obiekty są wszystkimi wybudowanymi po tej stronie wzgórza. Weźmy pod uwagę, iż działalność rolnicza znacznie przekształciła teren i możliwym jest, że jakieś schrony (szczególnie pozorne) uległy zniszczeniu. Należy również pamiętać, iż kiedyś schrony były połączone liniami okopów, stanowiskami strzeleckimi, polowymi stanowiskami artylerii, co obecnie jest już całkowicie niezauważalne. Do pełnego obrazu tego miejsca z września 1939 r. należy jeszcze dodać przeszkody terenowe w postaci zasieków z drutu kolczastego, przeszkód przeciwpancernych w postaci wbitych w ziemię stalowych szyn i prawdopodobnie pól minowych. To wszystko czyniło ze wzgórza prawdziwą twierdzę.

Obsadę wojskową tych obiektów stanowili żołnierze tzw. specjalnych kompanii ckm, wchodzący w skład 11 pułku piechoty stacjonującego w Tarnowskich Górach. Natomiast żołnierze artylerii wchodzili w skład 10 baterii artylerii lekkiej specjalnej (podległej wydzielonemu dywizjonowi 23 pułku artylerii lekkiej z Będzina). Stojąc na szczycie wzgórza 305, należy uświadomić sobie, że znajdujemy się w centralnym punkcie przedwojennej polskiej twierdzy.

Jednakże to tylko część obiektów znajdująca się na terenie Piekar Śląskich. Linia OWŚ ciągnie się dalej poprzez Dąbrówkę Wielką, polami po obrzeżach Brzezin Śląskich, w stronę Kamienia. Jeśli od opisanego ostatnio obiektu pójdziemy dalej polną drogą w kierunku północnym, dojdziemy do asfaltowej drogi. Jest to ulica Przyjaźni, a zabudowania należą do Dąbrówki Wielkiej. Wzdłuż drogi biegną szyny nieczynnej już linii tramwajowej. Widać wyraźnie, gdzie znajdowała się tramwajowa pętla. Powyżej niej, na wzniesieniu znajduje się kolejny obiekt.

Jest to pierwszy obiekt wchodzący w skład tzw. Grupy Bojowej „Brzeziny”, której zadaniem było połączenie Punktu Oporu „Dąbrówka” z Punktem Oporu „Kamień”. Oprócz tego schrony te blokowały ogniem drogę biegnącą do centrum Dąbrówki Wielkiej (czyli obecną ulicę Przyjaźni). Jest to schron pozorno-bojowy, czyli połączenie schronu bojowego (jedno pomieszczenie wyposażone w strzelnicę rkm-u) z fałszywą ścianą imitującą większy obiekt.

Kolejny, bardzo ciekawy obiekt znajduje się po drugiej stronie ulicy Przyjaźni, naprzeciw tramwajowej pętli i jest zasłonięty wielką kępą krzaków i drzew. Jest to dwukondygnacyjny, ciężki schron bojowy, pierwotnie wyposażony w działko przeciwpancerne kal. 37 mm, umieszczone w strzelnicy, jeden ckm umieszczony w półkopule pancernej i kolejny ckm umieszczony w strzelnicy ściennej, zabezpieczonej pancerną płytą. Oprócz tego załoga posiadała również jeden rkm do obrony wejścia. Dolna kondygnacja jest sucha i dostępna. Znajdowały się tam pomieszczenia załogi, maszynownia i izba dowodzenia. Natomiast na górnej znajdowały się izby bojowe i magazyn amunicji. Co ciekawe, górna kondygnacja posiada wylewkę imitującą płytki PCV, co spotykamy w niewielu schronach. Jego konstrukcja i jakość wykończenia wskazuje, że w 1936 r. budowano go ze szczególną pieczołowitością.

Aby dojść do kolejnego obiektu trzeba ruszyć polami w stronę widocznych zabudowań kopalni „Andaluzja”. Najlepiej przejść ulicą Przyjaźni krótki odcinek w stronę Dąbrówki Wielkiej, by następnie skręcić w lewo, na polny trakt. Dzięki temu ominiemy przeszkodę w postaci szerokiego rowu wypełnionego wodą. Po chwili (kierując się lekko w lewo) dojdziemy do kolejnego obiektu. Jest to lekki schron bojowy, dość słabo uzbrojony, bo tylko w dwa rkm-y. Warto go zobaczyć z tego względu, iż wokół niego dość dobrze zachowały się pozostałości polowych umocnień w postaci linii okopów.

Idąc dalej polami w kierunku kopalni dojdziemy do kolejnego obiektu. Jest to schron pozorno-bojowy. Jego uzbrojeniem był jeden rkm znajdujący się w jedynym pomieszczeniu, natomiast widać również dobudowaną ścianę imitującą większy obiekt. Przy tym schronie również dość dobrze zachowały się resztki polowych umocnień.

Widać wyraźnie, iż opisana Grupa Bojowa „Brzeziny”, oprócz jednego silnego obiektu była dość słabo wyposażona i stanowiła niebyt silne ogniwo OWŚ-u. Jej obsadę stanowili również żołnierze 11 pułku piechoty z Tarnowskich Gór. Ze względu na słabość tego odcinka właśnie tutaj, w chwili wybuchu wojny członkowie niemieckiej organizacji „Freikorps Ebbinghaus” usiłowali się wedrzeć wgłąb polskich pozycji, ale zostali odrzuceni.

Kolejne schrony znajdują się już na terenie kopalni „Andaluzja”. Zwiedzenie tych obiektów jest praktycznie niemożliwe, gdyż wymaga wejścia na teren działającej kopalni i zgody dyrekcji zakładu.

Na terenie  dawnej kopalni „Andaluzja” znajdują się cztery obiekty fortyfikacyjne. Co ciekawe, dwa z nich pochodzą jeszcze z okresu po zakończeniu I wojny światowej. Dwa pozostałe to fragment OWŚ. Starsze, to schrony bojowe wybudowane na zlecenie niemieckiej dyrekcji kopalni (ok. 1918-1820), która chciała w ten sposób zabezpieczyć zakład przed polskimi powstańcami, czy nawet polskim wojskiem. Obiekty prawdopodobnie były budowane siłami pracowników kopalni. Nie miały silnego uzbrojenia – były tu tylko po dwie strzelnice broni ręcznej. Obydwa są identyczne. Schrony leżą wzdłuż bocznicy kolejowej.

Polskie schrony na terenie kopalni to typowe obiekty, jakie Polacy budowali dla wzmocnienia pozycji polowych. Ich zadaniem było zabezpieczenie terenu kopalni. Pierwszy z nich posiada dwie strzelnice ckm-ów, drugi tylko jedną. Obydwa schrony są jednokondygnacyjne i posiadają tylko jedno pomieszczenie – izbę bojową.

Kolejnymi i ostatnimi już obiektami na terenie Piekar Śląskich są schrony bojowe wchodzące w skład Punktu Oporu „Kamień”. Jeden z nich jest obiektem znanym mieszkańcom Piekar, gdyż leży zaraz przy drodze i jest doskonale widoczny  z ul. Partyzantów. Znajduje się blisko skrzyżowania ul. Partyzantów z ul. M. Curie-Skłodowskiej, dobrze wkomponowany w zbocze wzniesienia, z charakterystyczną kopułą bojową na szczycie.

Jest to schron bojowy posiadający tylko jedną kondygnację, jego uzbrojeniem był tylko jeden ckm, umieszczony w kopule bojowej i dwa rkm-y. Schron wyposażony był również w moździerz, którego stanowisko znajdowało się kilkadziesiąt metrów dalej. Aby uniknąć jego dalszej dewastacji, wejście do schronu zostało zamurowane. W planach Stowarzyszenia „Pro Fortalicium”, zajmującego się rewitalizacją obiektów fortyfikacyjnych, jest on przeznaczony do remontu i udostępnienia dla zwiedzających. Co ciekawe, obiekt ten oryginalnie był zamaskowany przez drewnianą obudowę imitującą stodołę, błyskawicznie rozkładaną w razie potrzeby (stąd przed obiektem charakterystyczny murek – „podmurówka stodoły”).

Na zachód od tego obiektu rozciąga się wzgórze, obecnie zagospodarowane na ogródki działkowe. Na wzgórzu znajdują się cztery kolejne obiekty, a każdy z nich jest bardzo interesujący. Gdy staniemy na wierzchołku i obrócimy się w stronę Szarleja, na opadającym stoku, w jego najniższej partii znajdziemy dwa obiekty pozorno-bojowe. Ich konstrukcja jest bardzo lekka i właściwie stanowiły tylko prowizoryczne miejsce schronienia żołnierzy, choć posiadają strzelnicę i można było prowadzić z nich ogień. Obydwa wyposażone są w betonową imitację stalowej kopuły pancernej.

Powyżej nich, posuwając się w górę wzgórza dojdziemy do schronu bojowego, znajdującego się na prywatnej działce jednego z członków Stowarzyszenia „Pro Fortalicium”. Obiekt jest remontowany i wkrótce będzie udostępniony do zwiedzania. Jest to dwukondygnacyjny schron bojowy wyposażony w trzy ckm-y oraz jeden rkm. Jeden ckm był umieszczony w pancernej półkopule, dwa pozostałe za pionowymi płytami pancernymi.

Idąc dalej w stronę szczytu wzgórza dojdziemy na najsilniejszego obiektu tego odcinka. Jest to dwukondygnacyjny schron bojowy wybudowany w 1936 r. Jego uzbrojenie stanowiła armatka przeciwpancerna kal. 37 mm (w razie potrzeby wytaczana na zewnątrz przez stalowe drzwi) oraz dwa ckm-y (jeden umieszczony w półkopule pancernej, drugi za pionowym pancerzem). Na dolnej kondygnacji znajdowała się izba dowódcy oraz izby załogi, ale także magazyn amunicji. Dlatego schron wyposażony był w ręczną windę amunicyjną, dostarczającą pociski na górną kondygnację. Obiekt znajduje się na terenie prywatnej działki, więc jego zwiedzanie nie jest możliwe.

Wracając na ul. Partyzantów i skręcając z niej na prawo w ul. Długosza dojdziemy do jednego z najciekawszych w Piekarach, a także i w całej Polsce, obiektów fortyfikacyjnych. Jest to schron bojowy umieszczony w budynku mieszkalnym. Ów budynek był kiedyś siedzibą organizacji „Strzelec”. Wybudowano go w 1938 r. Cała jego konstrukcja jest bardzo silna, tak więc sam w sobie stanowił punkt oporu. Dodatkowo w jego piwnicy wybudowano schron bojowy, wyposażony w dwie strzelnice broni ręcznej. Obiekt obecnie jest wyremontowany przez Stowarzyszenie „Pro Fortalicium” i udostępniono go do zwiedzania, jako jedną z izb muzealnych Stowarzyszenia. Jest to jedyny tego typu obiekt na dzisiejszym obszarze Polski (oczywiście jedyny wybudowany przez Polaków – znane są podobne niemieckie konstrukcje).

Idąc ul. Partyzantów w dół, w stronę skrzyżowania warto sobie uświadomić, że kiedyś znajdował się tu jeszcze jeden obiekt. Prawdopodobnie był to dwukondygnacyjny schron bojowy, gdyż, jak wynika z relacji mieszkańców, posiadał półkopułę bojową, stanowisko armatki przeciwpancernej i dwa ckm-y. Swoim ogniem ryglował drogę prowadzącą z Szarleja. Niestety w czasie wojny (w latach 1940-1943) obiekt został rozebrany (a dokładnie jego górna kondygnacja), gdyż znajdując się przed siedzibą władz gminy Kamień po prostu przeszkadzał okupantowi.

Kolejne schrony OWŚ znajdują się już na terenie gminy Bobrowniki (tzw. „Wzgórze 310”, jeden z najciekawszych i najsilniej nasyconych schronami odcinków OWŚ), a więc poza administracyjnymi granicami Piekar Śląskich. Jeśli podliczymy opisywane obiekty okazuje się, iż na terenie miasta znajdują się obecnie 24 obiekty fortyfikacyjne. Tak więc Piekary Śląskie są solidnie „ufortyfikowane”, a wykorzystanie tych obiektów jako atrakcji turystycznej jest całkiem możliwe i realne. Oprócz tego stanowią one świetny materiał edukacyjny dla młodego pokolenia, poznającego historię swoich ziem i własnego miasta.

Szczegóły dotyczące obiektów fortyfikacyjnych oraz ich zwiedzania czytelnik znajdzie na stronie internetowej www.profort.org.pl

 

W niniejszym artykule wykorzystano materiały z opracowania „Piekary Śląskie i okolice – przewodnik historyczno krajoznawczy”, aut. Dariusz Gacek i Dariusz Pietrucha, Piekary Śląskie ‘2007.

Narodziny i rozwój kultu maryjnego w Piekarach Śląskich

Piekary Śląskie są bez wątpienia najbardziej znane dzięki cudownemu obrazowi Matki Boskiej Piekarskiej i corocznym pielgrzymkom, jakie wierni odbywają do piekarskiej bazyliki. Początki kultu maryjnego są ściśle związane z historią miasta.

W latach 70. XVII w. panem Bytomia i okolic był Leon Ferdynand Henckel von Donnersmarck. Jego ziemie znajdowały się na obszarze podległym władzy austriackich Habsburgów. Były to ciężkie czasy. Przez Europę przetoczyła się wojna 30-letnia, co jakiś czas wybuchały lokalne konflikty. Każda wojna ciągnęła za sobą przemarsze obcych wojsk, nędzę i głód, a co najgorsze, dziesiątkujące ludzi epidemie.

Na miejscu obecnej piekarskiej bazyliki znajdował się wtedy drewniany kościół pod wezwaniem św. Bartłomieja Apostoła. Proboszczem piekarskiej parafii był ksiądz Jakub Roczkowski. W kościele znajdował się obraz Matki Boskiej. Piekarska ikona (oryginał) pochodząca z XV w., była malowana na desce lipowej przez nieznanego artystę i przedstawia Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Matka Najświętsza patrzy uważnym spojrzeniem, pełnym miłości i ciepła. W prawej ręce trzyma jabłko, na lewej Dzieciątko Jezus, które z kolei prawą rączkę unosi w geście błogosławieństwa, a w lewej trzyma ewangeliarz. W wizerunku Matki Boskiej i Jezusa widać wyraźne wpływy bizantyjskich ikon. Wymiary oryginalnego obrazu (przechowywanego w Opolu i czczonego jako Matka Boska Opolska) to 129 cm długości i 92 cm szerokości (wliczając w to również ramy). Jeżeli chodzi o barwy postaci, to płaszcz Madonny jest ciemnoszmaragdowy z ciemnobrunatną podszewką i złotą zapinką, a spod płaszcza widać żółtą suknię z brokatowym wzorem. Natomiast postać Jezusa ma włosy w kolorze ciemnego blondu, a karnacja twarzy dziecka jest nieco ciemniejsza od twarzy Madonny. Sukienka Jezusa jest brązowofioletowa.

Z relacji księdza J. Roczkowskiego dowiadujemy się, że wkrótce po przeniesieniu obrazu z ołtarza bocznego do głównego (miało to miejsce w 1659 r.) nastąpiły liczne wypadki cudownych uzdrowień. Wielu niewidomych odzyskało wzrok, a głuchych słuch. Ludzie nie mogący poruszać się o własnych siłach nagle odzyskiwali władzę w nogach. Obraz zaczął słynąć jako posiadający szczególną moc.

Na marginesie rozważań o dziejach kultu maryjnego należy dodać, że zdaniem części badaczy tradycje adoracji i czci Matki Bożej w Piekarach są znacznie starsze i mogą się datować już na początek XIV w. (budowa pierwszej świątyni).

W 1676 r. w  sąsiednich Tarnowskich Górach wybuchła epidemia zarazy. Księża jezuici z Tarnowskich Gór poprosili księdza Roczkowskiego, o możliwość przeprowadzenia nabożeństw w intencji ustąpienia zarazy przed obrazem Matki Boskiej. Po licznych modłach błagalnych, nabożeństwach i procesjach epidemia zaczęła ustępować. Wierni uznali, iż jest to zasługa obrazu i od tego momentu jego sława zaczęła rosnąć. Jezuici z Tarnowskich Gór, a także z Opola, coraz częściej mówili o cudownej mocy piekarskiej ikony. Mimo że obraz oficjalnie nie został uznany za cudowny, Piekary stały się miejscem coraz częstszych pielgrzymek wiernych. Co ciekawe, mieszkańcy Tarnowskich Gór przysięgli wówczas, że w dowód wdzięczności będą pielgrzymować co roku do cudownego obrazu i słowa dotrzymali. Pielgrzymki tarnogórzan odbywają się corocznie w pierwszą niedzielę lipca.

Kult maryjny zaczął rozwijać się spontanicznie i bez udziału władz kościelnych. Zaniepokoiło to biskupa krakowskiego, któremu parafia podlegała i dlatego wysłał specjalną komisję, która oceniła, że piekarski proboszcz dopuścił się nadużyć. Można raczej przypuszczać, iż działanie tej komisji było nakierowane na znalezienie czegokolwiek, co mogłoby obciążyć księdza Roczkowskiego, a w ten sposób zaszkodzić i samemu kultowi. Dlatego wezwano księdza na rozprawę do Krakowa. Na żądanie biskupa miał zabrać cudowny obraz ze sobą. Nie zgodziła się na to miejscowa ludność, a także stanowczo zaprotestował Leon Ferdynand Henckel von Donnersmarck. A że miał jako człowiek wpływowy rozległe koneksje, jego głos bardzo się liczył. Tym sposobem Donnersmarckowie uratowali obraz i – być może -kult Matki Boskiej Piekarskiej.

Spór skończył się skazaniem proboszcza na karę miesiąca aresztu na zamku biskupim w Siewierzu. Wyrażono natomiast zgodę na dalsze szerzenie kultu i powierzenie opieki nad piekarskim kościołem jezuitom. Wszystkie te wydarzenia miały miejsce w 1678 r.

Rok później został wydany dekret o unii kościoła piekarskiego z opolskim Kolegium Księży Jezuitów. Pamiętajmy, jak bardzo ważnym zakonem w tym okresie byli jezuici (była to epoka kontrreformacji, kiedy to zakon zajmował się oświatą i działalnością misyjną) i jak ważne zadania mieli do spełnienia. Można ich wręcz postrzegać jako „armię” papieża do walki z reformacją. Jezuici z Piekar, mając duże wpływy wśród miejscowych chłopów i szlachty odegrali doniosłą rolę w dziele rekatolicyzacji okolicznych terenów.

Sława cudownego obrazu musiała się rozprzestrzeniać w zawrotnym tempie, skoro już w 1680 r. cesarz Leopold I Habsburg nakazał przywieźć obraz do Pragi, gdzie podobnie jak wcześniej w Tarnowskich Górach, szerzyła się epidemia. Uroczysta procesja z obrazem przeszła ulicami Pragi 15 III 1680 r. Obraz umieszczono w katedrze Św. Wita. Zaraza ustąpiła, a cesarz w dowód wdzięczności przyozdobił obraz klejnotami. Natomiast arcybiskup Pragi Jan Fryderyk Waldstein uznał obraz za „cudowny i łaskami płynący”. Nietrudno sobie wyobrazić, jakiego znaczenia nabrały wtedy Piekary jako najważniejszy na Górnym Śląsku ośrodek kultu religijnego i miejsce pielgrzymek wiernych. Niestety, niedługo potem (z powodu trwającej w Europie wojny północnej – w latach 1700-1721) cudowny obraz wywieziono w 1702 r. do Opola, gdzie znajduje się do dzisiaj, a w piekarskiej bazylice wierni podziwiają jego replikę. Jednakże w żaden negatywny sposób nie wpłynęło to na rozprzestrzenianie się kultu. Obecny obraz został namalowany w XVII w. na płótnie przez nieznanego artystę. Kopia jest mniejsza od oryginału, gdyż jej wymiary to 97 cm wysokości i 77 cm szerokości.

Należy wspomnieć, iż kopii cudownego obrazu powstało bardzo wiele i można je znaleźć nie tylko na terenie całego Śląska, ale także w Małopolsce, a nawet na Morawach. Jeden z obrazów powstał podczas II wojny światowej, z przeznaczeniem do umieszczenia w polowym ołtarzu 3 Pułku Ułanów Śląskich. Jednostka ta, walcząca w składzie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie przeszła swój szlak bojowy poprzez Bliski Wschód. Autorem tego obrazu był Stanisław Ligoń, żołnierz 3. Pułku.

Obraz próbowano odzyskać i przywieźć z Opola do Piekar. W 1712 r. udało się uzyskać dekret cesarski nakazujący jego zwrot, ale jezuici z Opola nie chcieli tego uczynić. W 1773 r. skasowano zakon jezuitów, ale to też niewiele zmieniło. Co prawda obraz przestał być własnością jezuitów, ale przeszedł pod zarząd państwowy. W 1813 r. władze przekazały obraz kościołowi parafialnemu Świętego Krzyża w Opolu, gdzie znajduje się do dzisiaj. Ostatecznie sprawa wyjaśniła się w 1852 r, kiedy to sufragan wrocławski, biskup Gleich oświadczył, że cudowny wizerunek już nigdy nie wróci do Piekar. Co ciekawe, mimo że od tego momentu cudowny obraz znalazł się już na dobre w Opolu, tamtejszy kościół nigdy nie stał się miejscem pielgrzymek. Tę rolę wciąż pełnią Piekary. Nie pomogło nawet to, że w Opolu zrzeszenie Żywego Różańca specjalnie dla obrazu ufundowało w 1852 r. marmurowy ołtarz neogotycki, który ustawiono w dawnej kaplicy Oppersdorfów, w bocznej nawie kościoła Świętego Krzyża. Podczas konserwacji obrazu w 1936 r. ołtarz ten przebudowano w stylu neobarokowym.

Niepodważalnym dowodem sławy i znaczenia obrazu, także poza granicami Śląska, są odwiedziny, jakie złożyło tu trzech kolejnych królów Rzeczypospolitej, a mianowicie: Jan III Sobieski (w 1683 r. podczas wyprawy wojennej na Wiedeń), August II Mocny Wettin w 1697 r. (jeszcze przed objęciem tronu polskiego, jako elektor saski zaprzysiągł w Piekarach pacta conventa i przyjął tu wiarę katolicką) i jego syn August III w 1733 r. (po zaprzysiężeniu pacta conventa i przejściu na katolicyzm w Tarnowskich Górach). Byli tu również król Fryderyk Wilhelm IV, księżna Lanckorońska oraz ostatnia Piastówna – księżna Karolina z Brzegu.

Kult maryjny nabrał największego znaczenia w XIX w., kiedy ziemie polskie znajdowały się pod zaborami. Kościół katolicki pełnił wtedy niezmiernie ważną rolę w umacnianiu polskości (zaborcy byli w większości innowiercami). Dlatego też pielgrzymowanie do Piekar stało się dobrowolnym obowiązkiem większości patriotycznie nastawionych, katolickich mieszkańców Górnego Śląska. Właściwie rywalizować z nim mógł jedynie klasztor na Jasnej Górze w Częstochowie. Problem polegał na tym, iż Częstochowa znajdowała się na terenie zaboru rosyjskiego, więc pielgrzymowanie do cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej było uzależnione od uzyskania pozwolenia na przekroczenie granicy.

W epoce narastającej fali akcji germanizacyjnej i tłumienia polskiego żywiołu narodowego kult Matki Boskiej Piekarskiej nabrał znaczenia jako wyraz walki o własną kulturę, wiarę i język. Bez wątpienia ogromne zasługi położył w tym względzie proboszcz piekarskiej bazyliki ksiądz Jan Ficek. Dzięki jego staraniom wybudowano nowy, większy i bardziej okazały kościół. Działalność wydawnicza księdza Ficka i jego współpracowników była świetnym uzupełnieniem działalności na niwie duszpasterskiej i swoistą akcją propagandową na rzecz polskości. Władzom pruskim, a potem niemieckim było bardzo trudno poradzić sobie z tym niewygodnym dla nich problemem.

Budowa obecnej bazyliki została zakończona w 1849 r. W tym okresie znaczenie cudownego obrazu rosło z niezwykłym tempie, czego dowodem było utworzenie w 1848 r. w Piekarach Towarzystwa Mariańskiego. Ale uwieńczeniem tego był 1925 rok, kiedy nastąpiła uroczysta koronacja obrazu Matki Boskiej Piekarskiej (korony podarował i osobiście poświęcił papież Pius XI). Dokonał jej nuncjusz apostolski, arcybiskup Lauri, nadając mu w ten sposób rangę cudownego obrazu. Od tego momentu obraz Matki Boskiej Piekarskiej stał się formalnie miejscem kultu religijnego.

Duchowe znaczenie Piekar dla życia religijno-narodowego w międzywojennej Polsce potwierdził specjalnym dekretem kardynał August Hlond w 1925 r. i nuncjusz papieski Francesco Marmaggi w 1932 r. W 1925 r. kardynał Hlond wydał „Orędzie w sprawie koronacji Obrazu Matki Boskiej Piekarskiej”.

„Ludu Śląski!

Ktokolwiek dochodzi przyczyn twej głębokiej wiary, musi pójść do Piekar. Bez nich nie można ani twej duszy zrozumieć, ani twego życia religijnego ogarnąć. Tylko ten je zupełnie pojmie, kto cię widział przed cudownym obrazem i przejrzał związek między nim a tobą.

Piekary to filar, na którym sama Opatrzność oparła twą wiarę. Piekary to żywa krynica, z której z woli Bożej Matka Najświętsza na Śląsk cały strumieniami rozlewa przeróżne łaski ku ukojeniu serc. Piekary to twoja chluba i twój skarb, twoja tradycja serdeczna i twa święta potrzeba. Obraz piekarski nie tylko z marmurowego ołtarza spoglądał niebiańskim wzrokiem na śląskie pokolenia. On każdy śląski dom zdobił. W kapliczkach przydrożnych i na drzewach pobożną ręką zawieszony, na każdym kroku o wierze mówił i o życiu z wiary. Szczególnie zaś błyszczał w duszach gorących, ufność w nich budząc i wielkie, święte myśli. Tak klękały przed cudownym obrazem pokolenia, jedno po drugim. A dzisiejszy Śląsk ogarnięty wielkością swej dziejowej chwili, również cały przed nim się korzy, o łaski prosząc wielkie na drogę swojego pochodu. Co więcej, Śląsk przełomowy, wolny i wdzięczny, korony niesie złote Piekarskiej Matce Boskiej w hołdzie. W Rzymie je Papież święcił dłonią i sercem. A tu je w obliczu całej Polski, ludu śląski w ręce kładziesz Prymasa, by niemi skronie twej przemożnej a ukochanej Patronki uwieńczył, w imieniu Papieża i twem imieniu, w imieniu twej historii i w imieniu przyszłych pokoleń. W świętym drżeniu i ze ślubami na ustach ukoronuj, ludu śląski, swą Matkę i Królową, aby ci jej obraz poprzez dymy fabryczne i życiowe opary odtąd jeszcze większym blaskiem świecił, boże drogi ci wskazując i kierunki.

Szczęśliwy Śląsku! Czcij i kochaj swe Piekary!”.

Generał Stanisław Szeptycki w 1922 r. złożył przed cudownym obrazem akt dziękczynienia za powrót Śląska do Polski. W tym samym roku pielgrzymował do Piekar nuncjusz apostolski w Polsce, ksiądz Achilles Ratti – późniejszy papież Pius XI.

Po zakończeniu II wojny światowej nadeszły czasy stalinizmu i walki władz PRL-u z Kościołem Katolickim. Piekary jako bardzo ważny ośrodek katolicyzmu były pod szczególną „opieką” komunistycznych władz. To nie osłabiło jednak pozycji piekarskiej świątyni i kultu Matki Boskiej Piekarskiej. Sytuacja ta nie uległa również zmianie po 1956 r., kiedy do władzy doszła ekipa Gomułki, zapowiadająca liberalizację stosunków wewnętrznych. 5 listopada 1956 r. biskupi śląscy (Adamski, Bieniek i Bednorz) uwolnieni z komunistycznego aresztu przekroczyli granicę swej diecezji. Pierwsze kroki skierowali do Piekar, aby w tutejszym sanktuarium podziękować za opiekę na wygnaniu i za szczęśliwy powrót. Biskup katowicki Herbert Bednorz (podczas wojny proboszcz parafii w Brzezinach Śląskich) corocznej pielgrzymce katolików do Piekar nadał formę pielgrzymki ludzi pracy. Metoda okazała się skuteczna i odtąd coroczne majowe spotkanie w Piekarach stawało się wielkim manifestem wiary Ślązaków. Przez kilkanaście lat było regułą, że w chwili kazania, nisko nad piekarskim wzgórzem pojawiał się wielki wojskowy helikopter z pobliskiego lotniska w Mierzęcicach. Krążył on nad Kalwarią, zagłuszając słowa kaznodziei (którym wielekroć był kardynał Karol Wojtyła – po raz pierwszy w 1965 r.), przy okazji fotografując tłum dla potrzeb raportu z akcji.

1 XII 1962 r. papież Jan XXIII (nazywany „Janem Uśmiechniętym” lub „Janem Pokornym”, obecnie błogosławiony) nadał kościołowi piekarskiemu tytuł Bazyliki Mniejszej.

Ważnym momentem próby w stosunkach Państwo – Kościół stały się obchody milenijne Tysiąclecia chrześcijaństwa w Polsce i istnienia państwa polskiego. 13 VI 1965 r. prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński dokonał rekoronacji cudownego obrazy Matki Boskiej Piekarskiej (poprzednie korony ukradziono w dniu 8 XII 1940 r.). 22 V 1966 r. odbyły się tu kościelne obchody milenijne chrztu Polski, które połączono z doroczną pielgrzymką męską. Kiedy doszło do obchodów milenijnych w Piekarach Śląskich, władze komunistyczne robiły wszystko, aby jak najbardziej ograniczyć liczbę uczestników. Masowy udział wiernych byłby dla komunistów spektakularną klęską. Dlatego też w Chorzowie i w Rybniku przygotowano atrakcyjne rozgrywki sportowe, program telewizyjny był naszpikowany ciekawymi filmami (których deficyt w czasach PRL-u jeszcze dobrze pamiętamy), a w dzień obchodów na drogach prowadzących do miasta ustawiono blokady i pod przeróżnymi pretekstami nie wpuszczano do miasta ludzi korzystających z samochodów czy furmanek. Ale fali pielgrzymów nie można było zatrzymać. Wszystkich witał w Piekarach biskup Herbert Bednorz. Ludzie przyszli pomimo wprowadzenia zakazu pieszych pielgrzymek. W tłumie uwijali się jednak tajniacy, którzy robili zdjęcia. Na ich podstawie wiele osób szantażowano później w pracy. Tak czy inaczej, władze przyznały później, iż obchody milenijne, które miały miejsce w Piekarach, były spektakularnym sukcesem Kościoła.

Kiedy papież Jan Paweł II podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r. był na Jasnej Górze, wręczył paschał i stułę papieską przybyłym z Piekar Śląskim pielgrzymom (obecnie znajdują się one w zbiorach Bazyliki). Kiedy w 1983 r. był w Polsce po raz drugi i odprawiał nabożeństwo na lotnisku w Katowicach-Muchowcu, przekazał kolejny dar – wykonany ze złota różaniec. Nadał też Matce Boskiej Piekarskiej tytuł Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej.

W 1985 r. biskup katowicki Herbert Bednorz po raz drugi dokonał rekoronacji cudownego obrazu (projektantem w sumie już trzecich koron był malarz Roman Nyga, a wykonał je brat Marian Jastrzębski).

Od 1992 r., w przeddzień stanowej pielgrzymki mężczyzn do Matki Boskiej Piekarskiej, organizowane są sympozja naukowe, poświęcone kulturowym i społecznym problemom Górnego Śląska, w aspekcie katolickiej nauki społecznej. Są okazją do ciekawych przemyśleń nad społeczną nauką Kościoła Katolickiego.

Nie należy zapominać, iż z Piekarami Śląskimi bardzo silnie związany był kardynał Karol Wojtyła, któremu – już jako Ojcu Świętemu – nadano w 1994 r. tytuł Honorowego Obywatela Miasta. U podnóża kalwaryjskiego wzgórza stoi obecnie pomnik tego wielkiego Polaka.

Papież Benedykt XVI podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w maju 2006, lecąc z Częstochowy do Krakowa, w pewnym sensie odwiedził również Piekary. Śmigłowiec z Ojcem Świętym na pokładzie wykonał nad Piekarami Śląskimi rundę honorową.

Coroczne pielgrzymki mężczyzn, kobiet i młodzieży przyciągają dziesiątki tysięcy wiernych, którzy właśnie tu szukają duchowej odnowy i siły do walki z życiowymi przeciwnościami. Czasami maszerują dziesiątki kilometrów, ale robią to z ochotą i ze śpiewem na ustach. A Piekary Śląskie witają ich otwartymi drzwiami piekarskiej Bazyliki, spokojną zadumą Rajskiego Placu i urokiem kalwaryjskiego wzgórza. Pielgrzymom pozostaje jedynie pochylić w szacunku głowy i klęknąć przed Piekarską Madonną.

W niniejszym artykule wykorzystano materiały z opracowania „Piekary Śląskie i okolice – przewodnik historyczno krajoznawczy”, aut. Dariusz Gacek i Dariusz Pietrucha, Piekary Śląskie ‘2007.

Życie i działalność księdza Jana Ficka

Jan Alojzy Nepomucen Ficek (oryginalna pisownia nazwiska Fietzek) urodził się 9 V 1790 r. w Dobrzeniu Wielkim, w rodzinie drobnych rolników. Jego rodzicami byli Józef i Maria z domu Pampuch. W rodzinnej miejscowości rozpoczął naukę w szkole elementarnej, którą kontynuował w Strzeleczkach, w powiecie prudnickim. Tam również rozpoczął edukację muzyczną, za którą płacił pracując w gospodarstwie domowym nauczyciela i pilnując jego dzieci. W 1808 r. rozpoczął naukę w Seminarium Nauczycielskim w Głogówku i ukończył ją w 1810 r. Miał podjąć pracę w Krapkowicach jako pomocnik nauczyciela, ale nagle zmienił całe swoje życiowe plany, gdyż postanowił zostać kapłanem. Dzięki pomocy materialnej brata, wikarego w Prószkowie (parafia pod Opolem) ukończył dwie klasy gimnazjalne we Wrocławiu, a od 1814 r. rozpoczął studia teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Groziło mu wcielenie do armii pruskiej, dlatego też uciekł do Krakowa, gdzie dzięki protekcji swego wuja księdza kanonika Szymona Sobiecha, kontynuował studia. W dniu 19 VII 1817 r. w Krakowie przyjął święcenia kapłańskie. Miał wtedy 27 lat.

W latach 1817-1820 był wikarym w Czeladzi, a od 1820 r. w Ziemięcicach koło Gliwic. Już wtedy był znany jako społecznik i człowiek o wielkim sercu. Dzięki protekcji hrabiego Hugona von Donnersmarck od 1826 r. został administratorem, a później proboszczem parafii w Piekarach. Co ciekawe, jego protektor nie miał wtedy nawet 20 lat. W 1834 r. otrzymał nominację na dziekana bytomskiego, a rok później został komisarzem rejonu pszczyńskiego. W 1838 r. otrzymał tytuł honorowego kanonika wrocławskiej Kapituły Katedralnej.

Ksiądz Jan zauważył, iż maleńki kościółek piekarski z obrazem Matki Boskiej Piekarskiej nie jest w stanie spełnić przeznaczonej mu roli, tzn. ośrodka kultu religijnego. Dlatego też rozpoczął starania o budowę nowej świątyni, co oczywiście było nie po myśli władz pruskich. W sprawie budowy kościoła ksiądz Jan znalazł się na osobistej audiencji u króla Fryderyka Wilhelma IV (być może również dzięki wstawiennictwu swojego protektora, Hugona Henckel von Donnersmarck), na której król zgodził się na rozpoczęcie budowy. Kamień węgielny pod nową świątynię został położony 1 lipca 1842 r., a jej budowę ukończono w 1849 r. Uroczystej konsekracji świątyni w dniu 22 VIII 1849 r. dokonał książę biskup M. Diepenbrock, którego gościł sam Hugon hrabia Henckel von Donnersmarck.

Problemem związanym z budową kościoła były finanse, dlatego też ksiądz Jan wymyślił bardzo ciekawy sposób ich pozyskania. Cała akcja zbierania funduszy miała być przeprowadzona w następujący sposób – wydano 5 000 akcji o wartości 5 talarów każda, kupno ich było dobrowolne, a zapłatą za nabycie akcji miały być wotywne Msze Święte do końca świata. Rezultaty tych działań były zdumiewające. Składki obficie napływały z różnych stron. Ich suma, zebrana w latach 1841-1849, trzykrotnie przewyższyła pierwotny preliminarz budowy, osiągając kwotę 75 000 talarów – nie licząc darów w naturze (jak np. drewno z hrabiowskich lasów), czy też pomocy w zwózce materiałów.

Z uroczystością poświęcenia świątyni są związane dwa interesujące fakty. Po pierwsze, podczas ceremoniału jeden z pracujących przy budowie dekarzy wszedł na kościelną wieżę i tam wzniósł 9 toastów, w tym jeden za Hugona von Donnersmarck. Drugim wydarzeniem są słynne słowa biskupa Diepenbrocka wypowiedziane podczas kazania, które potem stały się wśród Górnoślązaków bardzo znane: „(…) dałbym jeden palec swej ręki za to, żebym mógł do ludu przemówić w ojczystym jego języku”

Innym polem działalności księdza Jana był tzw. ruch trzeźwości, będący reakcją na szerzącą się na Śląsku plagę alkoholizmu. Ksiądz Jan zapoczątkował go w 1844 r. Impulsem był fakt, iż w Bytomiu wyznaczono datę jarmarku (prawdopodobnie pomyłkowo) na dzień 2 lutego, w którym to przypadało święto Matki Boskiej Gromnicznej. Jarmark tymczasem był okazją do pijatyk i burd. Tego dnia ksiądz Jan rozpoczął pierwsze misje mające na celu walkę z pijaństwem na Górnym Śląsku. Polegało to na wygłaszaniu odpowiednich kazań, po których osoby mające problemy z alkoholem wyrzekały się „palonych trunków”. Za przykładem księdza Jana poszli inni kapłani.

Ksiądz Jan zakładał bractwa trzeźwości razem z księdzem S. Brzozowskim, franciszkaninem zbiegłym z Kongresówki. Po sześciu tygodniach bractwa trzeźwości liczyły już 30 000 ludzi, a po dwóch latach 300 000. W 1851 r. zostały one zatwierdzone przez papieża Piusa IX i obdarzone odpustami. Podjęta w Piekarach walka z pijaństwem objęła cały Śląsk, przeniosła się do Galicji, na Morawy i na Węgry. Ludność niemiecka na Śląsku stroniła jednak od tej akcji, uważając ją za polski problem.

Nie ulega wątpliwości, iż ksiądz Jan kochał również książki i kolekcjonował je. Jego zbiory to około 3 000 woluminów, wśród których znalazło się wiele dzieł pisarzy polskich, wydanych w Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Częstochowie i wielu innych ośrodkach. Część książek ksiądz Jan przekazywał bibliotece parafialnej, dzięki której wierni mogli poznawać najświetniejsze dzieła literatury polskiej. A przecież żył w czasach, gdy po powstaniu listopadowym i „Wiośnie Ludów” nacisk Niemców na walkę z polszczyzną zaczynał się nasilać. Był jednak wielkim patriotą.

Ksiądz Jan rozwinął szeroko zakrojoną działalność wydawniczą, ogłaszając wiele pism i dziełek w języku polskim. W latach 1848-1850 ukazywał się redagowany przez ks. Ficka i drukowany wspólnie z Teodorem Heneczkiem „Tygodnik Katolicki” – pismo Towarzystwa Maryańskiego. Wspólnie z Józefem Heerem i Teodorem Heneczkiem założył w Piekarach polską drukarnię. Liczne informacje i artykuły zamieszczał w krakowskim „Tygodniku Powszechnym”. Do swojej działalności na polu wydawniczym przywiązywał ogromną wagę, gdyż wydane dzieła traktował jako swoiste podręczniki polskich dziejów narodowych i patriotyzmu. Nawoływał, by przez znajomość narodowej przeszłości umacniać wiarę w pomyślną przyszłość Polski.

Za jego czasów Piekary urosły do rangi najważniejszego ośrodka kultu maryjnego na Górnym Śląsku, szczególnie po 1854 r., kiedy to władze pruskie zaczęły mocno ograniczać możliwość pielgrzymowania do Częstochowy, która wówczas była na terenie zaboru rosyjskiego.

Jego pomysłem było również wybudowanie Kalwarii na wzgórzu Cerekwica. Co prawda sam inicjator nie doczekał realizacji swojego pomysłu, ale kolejni proboszczowie piekarskiej parafii dokonali tego, o czym marzył. Tak więc nie tylko dzisiejsza piekarska bazylika, ale również i Kalwaria są nierozerwalnie związane z jego osobą. Dzięki niemu Piekary stały się ważnym ośrodkiem krzewienia polskiego słowa i świadomości narodowej.

Ksiądz Ficek zmarł 18 lutego 1862 r. w Piekarach i został pochowany pod wielkim ołtarzem Bazyliki, która jemu zawdzięcza swoje istnienie. W pogrzebie wzięło udział 100 księży z diecezji wrocławskiej, krakowskiej i poznańskiej oraz mnóstwo wiernych.

Bez wątpienia był niezwykłym człowiekiem, dzięki któremu Piekary stały się miejscem wyjątkowym i takim pozostały do dnia dzisiejszego.

W niniejszym artykule wykorzystano materiały z opracowania „Piekary Śląskie i okolice – przewodnik historyczno krajoznawczy”, aut. Dariusz Gacek i Dariusz Pietrucha, Piekary Śląskie ‘2007.

Kopiec Wyzwolenia

Kopiec jest jednym z symboli Piekar Śląskich. Dziś jednak często przejeżdżamy koło niego obojętnie, czasami zatrzymamy się dla podziwiania pięknej panoramy. Znają go wszyscy, ale niewielu tak naprawdę ludzi wie, jak ogromnym wysiłkiem został wzniesiony, jak wiele ludzkiej pracy i wysiłku kosztował każdy metr jego budowy, jak wiele polskich tragedii, krwi i łez w sobie zawiera.

Wszystko zaczęło się w dniu 20 VIII 1930 r., w dziesiątą rocznicę II Powstania Śląskiego, kiedy to odbył się w Wielkich Piekarach zlot powstańców śląskich, komisarzy i mężów zaufania z okresu akcji plebiscytowej. Na owe spotkanie przybyli mieszkańcy Lwowa (głównie absolwenci wyższych szkół), którzy w 1920 r. pomagali na Śląsku Polakom w czasie plebiscytu i powstań. Na czele grupy Lwowiaków stał komendant lwowskiego Korpusu Kadetów, płk Kazimierz Florek. To właśnie on, pod koniec wspomnianego zlotu wysunął propozycję, aby tak ważne wydarzenia w historii Śląska i Polski uczcić wzniesieniem pomnika. Wówczas sekretarz Związku Powstańców Śląskich, Stanisław Mastalerz, mieszkaniec Piekar, a podczas powstań dowódca jednego z oddziałów zaproponował, aby owym pomnikiem stał się usypany kopiec. Pomysły Florka i Mastalerza spotkały się z aplauzem, ale niestety nic więcej wtedy nie postanowiono.

Ale tak naprawdę historia Kopca zaczyna się wcześniej i jest związana z postacią „Śląskiego Wernyhory”, Wawrzyńca Hajdy. W 200-letnią rocznicę przemarszu przez Piekary wojsk Sobieskiego na Wiedeń (1883 r.) rzucił hasło usypania kopca za sanktuarium maryjnym i Kalwarią, w miejscu gdzie dzisiaj stoi Miejskie Gimnazjum nr 2. Trzy razy podrywał ludzi do pracy, a jego autorytet wystarczył, by ludzie wzięli się do dzieła. Niestety, był to okres zaborów i za owe podburzanie ludzi do manifestowania polskości niewidomemu poecie wytoczono proces. Uniknął kary tylko ze względu na swoje kalectwo. Ale on jako pierwszy mówił o kopcu w Piekarach.

Powróćmy jednakże do lat 30. XX w. W 1932 r. zawiązał się w Piekarach komitet, którego zadaniem było zorganizowanie miejskich uroczystości obchodów 250-tej rocznicy bitwy pod Wiedniem i związanego z tym pobytu króla Jana III Sobieskiego w Piekarach. Uroczystość była planowana na 20 VIII 1933 r. Rozważano różne koncepcje programu tego święta i wtedy nadszedł list lwowskich kadetów, którzy przypomnieli o wcześniejszej inicjatywie. Komitet Obchodów tym razem pozytywnie zaakceptował pomysł sypania kopca-pomnika, to samo zresztą uczynili mieszkańcy miasta. Doszło do sporu z mieszkańcami Tarnowskich Gór, którzy także nosili się z zamiarem usypania Kopca (planowana lokalizacja pod Radzionkowem), ale w końcu tarnogórzanie dali się przekonać.

Zastanawiano się jedynie, gdzie byłaby najlepsza jego lokalizacja. Brano pod uwagę wcześniej wskazane przez Hajdę miejsce za Kalwarią, czy też w Kozłowej Górze. Przewodniczący Komitetu, Wiktor Polak podjął jednak decyzję, aby został on usytuowany tam, gdzie stoi obecnie. Dlaczego wybrał akurat to miejsce?

Obszar ten znany był z tego, iż właśnie tutaj zbierali się powstańcy z Piekar i Bytomia przed wybuchem III Powstania Śląskiego. Tu też zginął pierwszy powstaniec. Niewątpliwą zaletą tego miejsca był fakt, iż było ono usytuowane w pobliżu ówczesnej polsko-niemieckiej granicy i doskonale widoczne z pobliskiego Bytomia (wówczas niemieckiego Beuthen O.S.). W zamyśle Kopiec miał przypominać Polakom mieszkającym po niemieckiej stronie granicy, iż Ojczyzna i rodacy o nich nie zapomnieli. Był tylko jeden problem. Ziemia była własnością hrabiego Henckel von Donnersmarck z Nakła (linia bytomsko-siemianowicka), który do pomysłu sypania Kopca odniósł się – delikatnie mówiąc – mało entuzjastycznie.

Zawiązano Komitet Budowy Kopca, którego przewodniczącym został Jan Lortz, a sekretarzem Stanisław Mastalerz. W naradach Komitetu często brał udział starosta powiatu świętochłowickiego, dr Tadeusz Szaliński. Głównym architektem i projektodawcą  Kopca był katowiczanin, inż. Eugeniusz Zaczyński. Patronat nad jego budową objął ówczesny wojewoda śląski Michał Grażyński.

Pozostał problem wykupienia należącego do Donnersmarcków gruntu. Chodziło konkretnie o obszar 12 mórg magdeburskich, głównie odłogów. Hrabia zażądał bardzo wygórowanej ceny (1000 zł za jedną morgę) licząc na to, iż cena przestraszy projektodawców. Polacy chcieli mu dać połowę ceny (500 zł za jedną morgę), ale hrabia nie wyraził zgody, choć grunty te faktycznie były niewiele warte. Nie wziął jednak pod uwagę determinacji budowniczych. Komitet Budowy Kopca rozwinął akcję zbierania funduszy i w efekcie potrzebną kwotę zebrano i zapłacono hrabiemu 12 tysięcy złotych. Przedtem jednak sprawdzono, czy teren nie jest podkopany przez kopalnię, co mogłoby zagrozić trwałości kopca.

17 IX 1932 r. spod piekarskiego kościoła wyruszył wielotysięczny tłum, kierując się do miejsca, gdzie w przyszłości miał zostać usypany kopiec. Byli też obecni lwowscy kadeci. Po dotarciu na miejsce najpierw wygłoszono kilka przemówień (przemawiał Lortz i wojewoda Grażyński), potem koncertował chór „Halka” (śpiewali też kadeci ze Lwowa), aż w końcu odczytano akt erekcyjny (jest on na zawsze ukryty we wnętrzu Kopca). Następnie odczytano „Rotę”, a wojewoda śląski dokonał wmurowania aktu erekcyjnego w fundamenty kopca. Teraz nie było już odwrotu. Kopiec stał się sprawą honoru mieszkańców Piekar i całego Śląska.

Z okazji tego wydarzenia została ufundowana Złota Księga Budowy Kopca Wyzwolenia Śląska w Wielkich Piekarach w 1932 r. (która istnieje do dnia dzisiejszego). Prowadzono ją do 1937 r. i dokonano w niej 565 wpisów, które pochodzą często od znanych postaci, czy też zaangażowanych w tę wielką, patriotyczną sprawę delegacji zjeżdżających do Piekar z całej Polski.

20 VIII 1933 r. miały miejsce uroczystości związane z 250. rocznicą pobytu króla Jana III Sobieskiego w Piekarach. Na placu wokół miejsca, na którym miał stanąć kopiec zebrał się tłum ludzi. Przybyli weterani powstań śląskich (uczestnicy walk o Kędzierzyn, Górę Św. Anny, Gogolin, Koźle), przedstawiciele Wojska Polskiego, działacze społeczni, przedstawiciele organizacji młodzieżowych, delegacje wielu miast i wsi. Przywieziono urny z ziemią przesiąkniętą krwią Polaków, walczących na przestrzeni niemal tysiąca lat o wolność i suwerenność Ojczyzny oraz przyłączenie Śląska do Polski. Przywieziono również ziemię z grobów sławnych władców polskich, z grodu Niemcza (miejsca bitwy z Niemcami w 1017 r.), z Głogowa (miejsca bitwy z Niemcami w 1169 r.), a także prochy polskich rycerzy i chłopów spod Grunwaldu. Każdą delegację przyjmowano dźwiękami fanfar, zaś urny składano do specjalnej skrytki mieszczącej się w fundamentach Kopca. Po ślubowaniu uczestnicy uroczystości przemaszerowali trasą, którą 250 lat wcześniej jechało rycerstwo polskie, spiesząc z odsieczą pod Wiedeń.

Garstki ziemi z miejsc, które uznawane były za ważne dla narodu polskiego przynoszone były ciągle przez grupy, delegacje i pojedyncze osoby, przychodzące pomóc przy sypaniu pomnika. Pracowano według planów opracowanych przez inż. E. Zaczyńskiego, pod kierunkiem techników, których wydelegował do budowy Kopca inżynier Lisak. Spodziewano się, iż budowa zajmie osiem lat.

Dla pełnego przedstawienia ogromu przedsięwzięcia i zaangażowania niemal całej Polski w śląskie dzieło wystarczy spojrzeć na spis miejsc i regionów, skąd została przywieziona ziemia. Pochodzi ona z Wilna (spod Ostrej Bramy), Helu (pobrana obok molo), Torunia (spod pomnika Marszałka Piłsudskiego), Lidy (z zamku Giedymina), Grodna (z zamku Batorego), Gdyni (z Kamiennej Góry), z Krakowa (z Wawelu i z Kopca Józefa Piłsudskiego), ze Lwowa (z cmentarza Orląt), z Wilna (z cmentarza na Rossie), ze Stanisławowa (z pola walki ułanów). Jest też tam ziemia z Żółkwi, Trembowli, Sandomierza, Warszawy, Ligoty Bielskiej, Pińska, z ziemi pomorskiej, wielkopolskiej, tarnowskiej, lubelskiej, podlaskiej i z Góry Ślęży.

Rozpoczęła się codzienna praca związana z transportem 29 000 m3 ziemi. Do wykonania tego zadania potrzebnych było wielu ludzi. Zgłaszali się spontanicznie, pracowali z zaangażowaniem i oddaniem, aby mieć swój wkład w budowę tego wyjątkowego pomnika. Dla wielu ludzi był to zaszczyt i punkt honoru. Pracowali przy tym dziele członkowie związków zawodowych, sportowcy ze znanych klubów, studenci wyższych uczelni, nie zabrakło również kobiet (były to głównie członkinie Towarzystwa Polek z sąsiednich wsi i miasteczek).

Nie tylko ludność cywilna budowała ten pomnik. Przybywali ułani z III Pułku w Tarnowskich Górach, byli żołnierze 11, 73 i 75 Pułku Piechoty, byli policjanci, celnicy i kadeci lwowscy. Do pracy zgłaszali się także członkowie różnych organizacji i instytucji: Związku Płockiej Młodzieży Polskiej, Bractwa Strzeleckiego z Grudziądza, Państwowego Instytutu Pedagogiki Specjalnej z Warszawy, Związku Restauratorów, Właścicieli Kawiarń i Hoteli Województwa Śląskiego, zakonu Ojców Bonifratrów. Pracowali mieszkańcy Radomia, Gdyni, Krakowa, Częstochowy, Kalisza, Włocławka, Dąbrowy Górniczej, Sosnowca i wielu innych miejscowości.

Tak ważne wydarzenie nie mogło umknąć uwadze ówczesnych mediów, tym bardziej, że po drugiej stronie granicy narastała antypolska kampania. Pracującym towarzyszyła często ekipa filmowa. Na miejsce budowy przyjeżdżali znani artyści, muzycy czy pisarze: Gustaw Morcinek, Pola Gojawiczyńska, Kazimierz Gołba czy też Mieczysław Skrzyński.

Jednym słowem przy sypaniu Kopca brali udział wszyscy – nawet najmłodsi uczniowie szkół podstawowych. Pracowali razem z rodzicami, zaś klasy i całe szkoły sypały Kopiec pod kierunkiem dyrektorów i grona nauczycielskiego. Jednakże najbardziej zaangażowaną grupą byli powstańcy. Przyjeżdżali często dowódcy oddziałów III powstania: mjr Ludyga-Laskowski, płk Sikorski oraz Fojkis, Paul, Cyms, Gajdzik, Mastalerz, Niemczyk, Szędzielorz. Przybyli też na piechotę powstańcy śląscy grupy krakowskiej, jak Arkadiusz Zieliński i Zygmunt Sitek (przynieśli ziemię z Wawelu i Kopca na Sowińcu). Każdego dnia pracowało ich najmniej kilkudziesięciu i to z różnych stron Śląska, nawet tych będących pod panowaniem niemieckim. Przybyli goście z Francji, Czechosłowacji, Belgii i Stanów Zjednoczonych. Na placu budowy często pojawiał się Wojciech Korfanty wraz z rodziną.

Czas płynął, mijały kolejne lata, w czasie których trwały intensywne prace od wczesnej wiosny do początku zimy. Teren wokół powstającego Kopca otoczono szynami kolejki, po których przemieszczały się pchane przez ludzi wagoniki, napełnione kopiasto ziemią.

W 1934 r. Wielkie Piekary połączono z Szarlejem. Nowym naczelnikiem został Bartłomiej Płonka, który wraz z inż. Lisakiem i starostą Szalińskim wszedł w skład Komitetu Budowy Kopca. Kopiec z każdym dniem rósł coraz wyżej. Płonka dwoił się i troił, żeby prace zakończyć w 1937 r., a więc o jeden rok przed planem. Zależało mu na tym szczególnie dlatego, że rok ten stanowił 15. rocznicę wkroczenia wojsk polskich na Śląsk i do samych Piekar. Planowano wielkie uroczystości, które jeszcze bardziej uświetniłyby poświęcenie Kopca.

No i udało się. Ten najważniejszy dzień nastąpił 20 VI 1937 r. W Piekarach było to wielkie święto, w którym udział wzięły nieprzebrane tłumy mieszkańców miasta, jak również rzesze oddanych sprawie polskiej ludzi. Poświęcenia Kopca dokonał ksiądz prałat Wawrzyniec Pucher, zaś mszę świętą odprawił biskup polowy Wojska Polskiego Józef Gawlina. Na tej wyjątkowej uroczystości nie zabrakło osobistości z życia politycznego. Przybył wojewoda śląski Michał Grażyński, a także wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski.

Od tego czasu Kopiec jest nieodłącznym elementem pejzażu Piekar. Niestety, krótko po uroczystości poświęcenia wybuchła II wojna światowa. Wielu ludzi związanych z Kopcem poświęciło swoje życie na ołtarzu ojczyzny. W pierwszych dniach września polscy powstańcy i żołnierze obserwowali stąd ruchy niemieckich wojsk.

Po wojnie bywało różnie. Władzom PRL-u jakoś nie zależało na tym, żeby podkreślać wkład Ślązaków w kampanię wrześniową 1939 r., niewiele mówiło się też o powstaniach śląskich. Paradoksalnie, Kopiec swoją ideą raził w oczy niektórych działaczy partyjnych. Pojawiały się więc różne fantastyczne pomysły, jak np. przekształcenie Kopca w miejsce rekreacji, wybudowanie tam toru saneczkowego. Miała to być zatem rozrywka na grobach… Kopiec niszczał, a pamięć o nim ginęła. Szacunek też.

Zasadniczy remont Kopca i jego otoczenia wykonano latem 2014 roku, dzięki uzyskanym środkom unijnym i wsparciu finansowym piekarskiego samorządu. Wzmocniono jego strukturę, na szczycie zamontowano lunetę obserwacyjną, wypiękniało również bezpośrednie otoczenie – wybudowano plac zabaw, ścieżki spacerowe i mini-siłownię. Kopiec stał się miejscem spacerów i wycieczek rekreacyjnych dla mieszkańców miasta.

Parametry Kopca: wysokość – 356 m. n.p.m., wysokość od podstawy – 20 m, średnica podstawy – 68 m, objętość masy – 25 000 m3.

W niniejszym artykule wykorzystano materiały z opracowania „Piekary Śląskie i okolice – przewodnik historyczno krajoznawczy”, aut. Dariusz Gacek i Dariusz Pietrucha, Piekary Śląskie ‘2007.

Geografia Piekar Śląskich

1. Położenie, obszar i granice miasta

Piekary Śląskie usytuowane są w środkowej części województwa śląskiego. Graniczą od północy z gminą Świerklaniec, od wschodu z Bobrownikami i Wojkowicami, od południa z Siemianowicami Śląskimi i Chorzowem, a od zachodu z Bytomiem i Radzionkowem. Powierzchnia miasta wynosi ok. 40 km2, a zamieszkuje je nieco ponad 53 tys. mieszkańców.

Od 1999 roku Piekary Śląskie są siedzibą powiatu grodzkiego.

Opisywany teren, zgodnie z przyjętym w Polsce podziałem fizjograficznym J. Kondrackiego należy do podprowincji Wyżyna Śląsko-Krakowska, makroregionu Wyżyna Śląska. Północna część miasta wchodzi w skład mezoregionu Garb Tarnogórski, a południowa jest częścią Wyżyny Katowickiej.

2. Zarys budowy geologicznej

Budowa geologiczna regionu śląskiego jest bardzo urozmaicona, co można zaobserwować także na terenie miasta Piekary Śląskie. Zróżnicowanie to jest wynikiem procesów, kształtujących geologiczny obraz Górnego Śląska od milionów lat.

Najstarsze utwory geologiczne w Piekarach Śląskich (występujące na powierzchni terenu) to skały karbońskie. Zalegają tu grube serie łupków i piaskowców, z kilkoma pokładami węgla kamiennego. Warstwy te zalegają stosunkowo płytko w okolicy Kozłowej Góry i Józefki, gdzie w przeszłości wydobywane były z powierzchni metodą odkrywkową. Doprowadziło to powstania licznych dołów i wyrobisk (m.in. w Lesie Lipka). Pokłady te należą do warstw siodłowych (z najgrubszymi pokładami węgla serii 500) i grodzkich. Węgiel kamienny eksploatowany był w kopalniach „Andaluzja” i „Julian” a następnie w Zakładzie Górniczym „Piekary”. W XX wieku zalegająca w północnej części miasta ilasta warstwa zwietrzelinowa karbonu produktywnego była intensywnie pozyskiwana i służyła jako materiał do wyrobu cegieł. Przez dziesiątki lat węgiel kamienny był „czarnym złotem” Śląska. Obecnie zmiany technologiczne, gospodarcze i polityczne skutkują spadkiem znaczenia tego surowca. Węgiel przez lata będzie jeszcze jednak kojarzony z miastem – pomimo zamknięcia części kopalń i zmniejszenia produkcji w pozostałych.

W erze mezozoicznej zaznaczyły się na terenie Polski południowej kilkukrotne okresy naprzemiennych zalewów morskich i wynurzeń lądu. W rozległych morzach powstały grube warstwy skał węglanowych, w których w okresach późniejszych wykształciły się bogate rudy cynkowo-ołowiowe z domieszką srebra (powstałe w wyniku dolomityzacji i okruszcowania wapieni). Stały się one podstawą rozwoju przemysłu w regionie śląsko-krakowskim. Spośród skał mezozoicznych najliczniej reprezentowane są na terenie miasta osady triasu. Zalegają one bądź na osadach permskich (lądowych, stąd często cienkich i denudowanych), bądź bezpośrednio na karbońskich. Wspomniane skały triasowe (wapienie zdolomityzowane) zaobserwować można w trzech odkrywkach geologicznych – położonych w Dąbrówce Wielkiej oraz na tzw. Kocich Górkach.

Na obszarze Piekar Śląskich występują utwory trzech pięter okresu triasowego: pstry piaskowiec (ret) (trias dolny), wapień muszlowy (trias środkowy) i kajper (trias górny). Pstry piaskowiec to przede wszystkim osady lądowe – iły odpowiadające za malownicze czerwonawe zabarwienie gleb w północnej części miasta. Osady morskie tego wieku to głównie wapienie i dolomity, osiągające miąższość do 10 metrów w okolicy Radzionkowa. Na utworach retu zalegają młodsze wapienie gruboławicowe.

Na południe od Kozłowej Góry pasowo układają się utwory triasu środkowego (Muschelkalk, warto dodać, że wapień muszlowy to nazwa czasu kiedy powstawały te konkretne skały), reprezentowane głównie przez wapienie, dolomity, iły i łupki margliste. Z przeobrażenia wapieni powstały później również dolomity kruszconośne. Skały te zawierają bogate złoża rud cynku i ołowiu, które powstały znacznie później (przypuszczalnie pod koniec mezozoiku i na początku paleogenu) w wyniku migracji przez skały roztworów hydrotermalnych. Złoża kruszconośne eksploatowane były od wieków, a ślady dawnego wydobycia widoczne są do dziś w krajobrazie miasta, np. w dzielnicy Szarlej. (fot 1.)

Na południowych rubieżach Piekar, w okolicy Brzezin Śląskich i Dąbrówki Wielkiej, zalegają wapienie i dolomity diploporowe i margliste.

Okres jurajski reprezentowany jest w Piekarach jedynie w centralnej części miasta, w postaci utworów ilastych, piasków, glinek ogniotrwałych i limonitu, zwanego inaczej żelaziakiem brunatnym. Skały te również były eksploatowane.

Skały węglanowe ulegają rozpuszczaniu w wyniku procesów krasowych. Na obszarze miasta, jak i w całym rejonie, występują zagłębienia i leje krasowe, w całości wypełnione przez materiał pochodzący z późniejszych epok.

Utwory plejstocenu (w tym polodowcowe) występują w obrębie miasta Piekary Śląskie głównie w postaci piasków, żwirów i glin. Obecnie w rzeźbie terenu brak widocznych śladów działalności lądolodu, gdyż formy te zostały zerodowane.

Najmłodsze (holoceńskie) osady to głównie piaski, torfy i mułki grubo wyścielające dna dolin Brynicy, Szarlejki i mniejszych cieków.

Na terenie miasta znajduje się kilka wychodni skalnych, będących pozostałością po eksploatacji skał osadowych (wapieni i dolomitów). Znaleźć w nich można skamieniałości liliowców i małży triasowych (fot 2), które licznie występują również w skałach zalegających w okolicy Kopca Wyzwolenia.

Podczas budowy autostrady A1 utworzono głęboki przekop przez Garb Tarnogórski, między Namiarkami a Bobrownikami, co odsłoniło głęboko zalegające skały z licznymi skamieniałościami, przyciągającymi wówczaspasjonatów i poszukiwaczy z całej Polski (fot 8).

Hałdy występujące w środkowej części miasta, zbudowane z różnego materiału bogate są w skamieniałości karbońskie z ciekawymi okazami flory tamtego okresu jak np. stigimarie (fot). Wystarczy odrobina cierpliwości, młotek, a kolekcja nasza wzbogacić się może o niejedno znalezisko. Do jednego z najciekawszych geologicznie obiektów należy mur znajdujący się w obrębie Wzgórza Kalwaryjskiego. Szerzej miejsca te opisane zostaną w opisie trasy „Śladami triasowego morza”.

Całość obszaru miasta należy do bytomsko-olkuskiego poziomu wodonośnego. Wielowiekowa eksploatacja surowców mineralnych spowodowała znaczne przekształcenie stosunków hydrogeologicznych na obszarze całego GOP-u. Odwadnianie kopalń głębinowych spowodowało powstanie leja depresji oraz zanieczyszczenie wód podziemnych.

3. Rzeźba terenu

Rzeźba terenu miasta jest urozmaicona. Występują tu zróżnicowane formy geomorfologiczne: płaskowyże, zręby, doliny i jedna kotlina. W podziale fizjograficznym wg Kondrackiego Piekary położone są w prowincji Wyżyny Polskie, podprowincji Wyżyna Śląsko-Krakowska, makroregionie Wyżyna Śląska. Obejmują dwa mezoregiony: Garb Tarnogórski i Wyżynę Katowicką, natomiast według podziału geomorfologicznego Karaś Brzozowskiej miasto leży na granicy Progu Środkowotriasowego i Płaskowyżu Bytomsko-Katowickiego.

Rzut oka na mapę od razu pozwala dostrzec różnice pomiędzy poszczególnymi jednostkami. Północna część miasta, wchodząca w skład wspomnianego wyżej progu posiada charakter malowniczych ostańców i obniżeń. Jest to teren o znacznym zróżnicowaniu wysokości względnych. Wydzielono tu mniejszą formę, Płaskowyż Tarnowicki. Ciągnie  się on na terenie miasta od Kozłowej Góry do centrum, tworząc faliste wzniesienia o asymetrycznych stokach, najbardziej spektakularne w okolicy Kopca Wyzwolenia. Od wschodu forma ta graniczy z Kotliną Józefki, a od południa przechodzi w Płaskowyż Bytomsko-Katowicki. W obrębie tej jednostki wydzielono mniejszy Garb Kozłowej Góry, z dominującą w krajobrazie Winną Górą o wysokości 350 m n.p.m. oraz najwyższym wzniesieniem Płaskowyżu Tarnowickiego – Księżą Górą z kulminacją 357,5 m n.p.m. (szczyt znajduje się po stronie Piekar Śląskich).

Obszar Płaskowyżu Tarnowickiego zajęty jest głównie pod grunty orne i zabudowę mieszkaniową. W jego obrębie znajdują się także dwa piekarskie kompleksy leśne, których granice pozostają niezmienne od XIX w.

Wapienie i dolomity budujące opisywany teren Płaskowyżu Tarnowickiego w przeszłości intensywnie eksploatowano, przede wszystkim ze względu na zawarte w nich surowce metaliczne, w mniejszym stopniu jako materiał budowlany. Pozostałością tej działalności są wkomponowane obecnie w krajobraz miasta łomiki, ślady kamieniołomów, warpie, doły, przekopy itp. Do najciekawszych miejsc należą tzw. Kocie Górki z licznymi pagórkami, wyniesieniami, niewielkimi oczkami wodnymi i wychodniami skalnymi. Malownicze formy krajobrazowe, walory kulturowe i przyrodnicze sprawiają, że na terenie płaskowyżu istnieje duży potencjał dla turystyki rowerowej i pieszej.

Od wschodu Płaskowyż Tarnowicki przechodzi w rozległą Kotlinę Józefki (fot 4). Jednostka ta to rozległa i wyrównana forma wklęsła, położona w środkowej części Progu Środkowotriasowego. Jej dno jest wyścielone grubą warstwą piasków, przecięte dwoma ciekami – Brynicą i Jaworznikiem, płynącymi południkowo. W jej środkowej części w latach 30-tych XX w. powstał zbiornik Kozłowa Góra. Decyzja o utworzeniu akwenu właśnie w tym miejscu wiązała się głównie z morfologią terenu oraz ze względami strategicznymi (umożliwienie zalewu doliny Brynicy dla wzmocnienia obronności Obszaru Warownego „Śląsk”).

Pochodzenie Kotliny Józefki związane jest z procesami erozyjno-denudacyjnymi. Jej długość wynosi 7,5 km, a szerokość około 5 km. Płynąca tu Brynica wykształciła szeroką dolinę ze starorzeczami, podmokłościami i terenami zalewowymi. Niestety intensywne zabiegi hydrotechniczne znacznie zubożyły to miejsce.

Na południowym skraju Kotliny Józefki wytworzył się przełom Brynicy. Rzeka natrafiła na swej drodze skały o dużej odporności i zaczęła wolniej erodować, co zaowocowało powstaniem przewężenia w dolinie. Jest to przełom strukturalny, którego cechą charakterystyczną jest ścisłe powiązanie z budową geologiczną. Brynica wypreparowała tu karbońskie łupki, piaskowce i węgle.

Przełomem rzeka Brynica wydostaje się z rozległej Kotliny Józefki i w okolicach Szarleja płynie już równoleżnikowo.

Próg Środkowotriasowy od południa ostro przechodzi w Obniżenie Szarleja-Brynicy (fot 11). Jest to jednostka morfologiczna ciągnąca się od okolic Miechowic po Siemianowice Śląskie, wchodząca w skład Płaskowyżu Bytomskiego. W Piekarach zajmuje środkową część miasta (Dolinę Szarleja i równoleżnikowy odcinek Brynicy), najsilniej przekształconą antropogenicznie. Znajduje się tu wiele hałd, przekopów, nasypów kolejowych. Teren w przeszłości podlegał intensywnej eksploatacji surowców mineralnych. Obecnie zajęty jest pod zabudowę mieszkaniową i ciągi komunikacyjne.

Południowe dzielnice miasta wchodzą w skład zrębowego Płaskowyżu Bytomsko –Katowickiego. (fot 9) Jednostka ta obejmuje południową części Wyżyny Śląskiej. Oddzielona jest od sąsiednich form wysokimi progami. Zbudowana jest głównie z wapieni i dolomitów triasowych. Rzeźba płaskowyżu ma charakter łagodny, z niewielkimi deniwelacjami. Wielowiekowa eksploatacja surowców spowodowała znaczne zmiany rzeźby terenu i powstanie nowych form. Obszar ciągnący się od Szarleja na południe cechuje się największymi zmianami. Liczne rozległe hałdy, nasypy i przekopy sąsiadują tu z zapadliskami i wyrobiskami tworząc antropogeniczny krajobraz o swoistym uroku. Obecnie obszar poddany jest procesom tak naturalnej sukcesji, jak i celowej, kierunkowej rekultywacji. Ciekawostką jest tzw. Niecka Montometu – zapadlisko, które nazwę wzięło od zakładów produkcyjnych, niegdyś tu istniejących. Obecnie teren wymaga odwodnienia. Niecek osiadania w mieście jest znacznie więcej, a charakterystyczne wklęsłości widoczne są w wielu miejscach Brzezin Śląskich, Brzozowic i Szarleja (fot 10)

Obecny obraz geomorfologiczny miasta jest efektem naturalnych procesów oraz działalności gospodarczej człowieka.

4. Klimat

Według podziału klimatycznego Polski, dokonanego przez A. Wosia, obszar Piekar Śląskich leży w obrębie Śląsko-Krakowskiego Regionu Klimatycznego. Charakteryzuje się on znaczną liczbą dni z pogodą bardzo ciepłą, z opadem (34 dni) oraz pogodą umiarkowanie ciepłą, z dużym zachmurzeniem i opadem (50 dni).

Treści klimatologiczne opracowane zostały na podstawie danych Urzędu Miasta Piekary Śląskie.

Średnia roczna temperatura powietrza wynosi +8,12°C. Najwyższe temperatury przypadają na lipiec (średnia miesięczna 16,8°C). Najniższe występują w styczniu (średnia miesięczna –3°C). Północne części miasta mają temperaturę o około 1°C, niższą niż obszar południowych Piekar. Najprawdopodobniej ma to związek z rozmieszczeniem zwartej zabudowy, użytków rolnych i lasów. Badania klimatyczne dowiodły, że w obrębie szczelnej zabudowy GOP-u, wskutek emisji ciepła sztucznego oraz zanieczyszczeń powietrza, temperatura może być wyższa o 1-2°C od obszarów przyległych.

Opad roczny wynosi od 750 do 880 mm i jest wyższy od średniej dla całej Polski. Najmniejsze opady odnotowuje się w miesiącach zimowych. Natomiast największe przypadają na okres letni, tj. czerwiec i lipiec. Liczba dni deszczowych wynosi 165.

Wiatry wieją przeważnie z kierunków zachodnich i północno-zachodnich, rzadziej wschodnich.

5. Stosunki wodne

Na obszarze Piekar Śląskich jak i całego GOP-u stosunki hydrologiczne uległy znacznemu zaburzeniu. Przyczyniła się do tego eksploatacja surowców mineralnych, zanieczyszczenie ściekami przemysłowymi i komunalnymi, a także prace hydrotechniczne mające na celu uregulowanie cieków i kontrolę nad nimi. Efektem wielowiekowej działalności wydobywczej człowieka jest powstanie leja depresji, obejmującego znaczną część miasta i w zasadniczy sposób wpływającego na stosunki wodne rejonu.

Piekary Śląskie znajdują się w dorzeczu Wisły. Największą rzeką przepływającą przez miasto jest Brynica. Jej długość wynosi 57 km. Wypływa ona ze źródeł pod Koziegłowami, które znajdują się na wysokości 346 m n.p.m. Początkowo Brynica płynie południkowo, w krajobrazie rolniczym i leśnym, przyjmując zrzuty komunalne z okolicznych miejscowości. W latach 30. XX w. na 28 kilometrze rzeki wybudowano zbiornik wodny Kozłowa Góra (Jezioro Świerklaniec) o powierzchni 5,5 km2. Jego średnia głębokość wynosi 2,4 m, a maksymalna – 4,5 m (szerzej zbiornik opisywany będzie w późniejszych rozdziałach).

Poniżej zbiornika Brynica płynie początkowo na terenie Piekar Śląskich szeroką doliną zalewową. W dzielnicy Józefka znajduje się stary zabytkowy jaz, należący do militarnej infrastruktury Obszaru Warownego „Śląsk”. Ten fragment Doliny Brynicy pomimo uregulowania zachował wiele elementów naturalnych, jak stare meandry i dawne fragmenty koryta. (fot 6) Rdzawe zabarwienie wód w okolicznych małych zbiornikach to efekt działań bakterii żelazistych, inicjujących proces wytrącania żelaza i powstawania rud darniowych (fot 12). Od zbiornika Kozłowa Góra do Piekar, obszar doliny to teren zalewowy, niestety stale meliorowany i odwadniany. Studiując mapy topograficzne jeszcze z lat 60-tych minionego stulecia, można zauważyć, że na tym odcinku Brynica płynęła naturalnym korytem silnie meandrując i rozwidlając się na wiele odnóg, tworząc rozległe tereny podmokłe.

W okolicy Szarleja przełomem strukturalnym Brynica zmienia kierunek na równoleżnikowy.

Od Piekar do ujścia koryto Brynicy jest uregulowane i obwałowane (fot 13), co miało na celu ochronę pokładów górniczych w Niecce Bytomskiej. Przepuszczalność skał triasowych była tu tak duża, że – jak podaje Leś-Rogoż (1962) – w 1947 roku rozległe rozlewiska Brynicy o warstwie wody 1,5 m ponad stan rozeszły się w ciągu jednej nocy.

Wybudowanie w ostatnich latach autostrady i związane z tym zabiegi hydrotechniczne (utwardzanie gruntu, zasypywanie fragmentów doliny itp.) spowodowały dalsze zaburzenie stosunków wodnych (przesuszenie gruntu).

Od ujścia z Jeziora Świerklaniec rzeka jest silnie zanieczyszczona, a jej przepływy uwarunkowane są stanem wody w tym zbiorniku. Szacuje się, że tylko 2-3% płynącej wody to wody naturalne, reszta uczestniczyła w procesach gospodarczych i komunalnych.

Drugim co do wielkości ciekiem na obszarze miasta jest Szalejka (niegdyś nazywana Bielczą). Jej długość wynosi 10,7 km. Już w XIX w. rzeka ta została skanalizowana, a jej koryto zostało przesunięte, co związane było z ochroną kopalń występujących w sąsiedztwie cieku. Obecnie ten silnie zanieczyszczony ciek płynie przykrytym kanałem przez dzielnicę Szarlej. Ostatni odcinek przykryty został w latach 90-tych XX w. Szarlejka wypływa z kanału w okolicy osadników przy ul. Czołgistów i tu zasila wody Brynicy. (fot 14)

Ponadto na terenie miasta znajduje się kilka mniejszych potoków, również skanalizowanych, a w obszarach zwartej zabudowy – przykrytych. Wypływają one ze stoków Garbu Tarnogórskiego i wpływają do Brynicy. Do ciekawszych należy niewielki potok w dzielnicy Józefka tworzący rozlewiska i fragmentami płynący naturalnym korytem oraz cieki w południowej części miasta, m.in. skanalizowany Rów Dąbrówki.

Wszystkie cieki miasta nie mieszczą się w żadnej kategorii czystości wód.

Restrukturyzacja przemysłu, likwidacja uciążliwych hut i kopalń, mogą przyczynić się do poprawy obecnego stanu. Należałoby jednak zaprzestać prac regulacyjnych, w szczególności w korycie Brynicy. Już teraz można zaobserwować małą poprawę (w rzece pojawiły się ryby, a dolinę zasiedlają ciekawe gatunki awifauny).

Cechą charakterystyczną Piekar Śląskich, podobnie jak większości miast Górnego Śląska, jest występowanie wielu antropogenicznych zbiorników wodnych. Wyróżnić tu można zbiorniki zapadliskowe, powstałe w nieckach osiadania oraz zbiorniki powyrobiskowe, powstałe w zagłębieniach po wydobyciu rud, piasków, glin, itp. Charakteryzują się one znaczną zmiennością czasową i przestrzenną. Największe skupiska stawów znajdują się w zachodniej i środkowej części miasta. Zazwyczaj są to małe zbiorniki, często mające charakter bezodpływowych zagłębień. Posiadają one jednak zasadnicze znaczenie dla zwiększania bioróżnorodności miasta. Do największych należą stawy w Szarleju (np. tzw. Źródełko, Krzyż, osadniki przy ul. Czołgistów), w Brzozowicach-Kamieniu oraz w północnej części miasta (zbiorniki: Cegielnia w Kozłowej Górze i Lipka). Wiele małych akwenów w zachodniej części miasta (na pograniczu Piekar i Radzionkowa), istniejących jeszcze w latach 90. XX w., zostało bezmyślniezasypanych i zlikwidowanych.

6. Gleby i świat organiczny

Zróżnicowanie budowy geologicznej Piekar Śląskich wpływa na charakter gleb występujących na terenie miasta. W jego północnej i zachodniej części występują gleby brunatne oraz wytworzone na wapieniach i dolomitach rędziny. Część południową pokrywają głównie rędziny i bielice, intensywnie wykorzystywane pod uprawy. W dolinach rzek wytworzyły się gleby bagienne i torfowe. Charakter obszaru i jego wielowiekowe użytkowanie powoduje, że znaczna powierzchnia miasta zajęta jest przez gleby antropogeniczne, skrajnie zniszczone przez działalność człowieka. Charakterystyczne czerwonawe zabarwienie gleb w rejonie centrum Piekar oraz we wschodniej części miasta wiąże się z występowaniem w nich związków żelaza. Pomimo średniej jakości gleb rolnictwo przez wieki było jednym z głównych źródeł utrzymania lokalnej ludności. Do dzisiaj rolniczy charakter mają dzielnice Kozłowa Góra, Dąbrówka Wielka oraz obszary w centralnej części miasta (okolice Kopca Wyzwolenia).

Wielokierunkowy rozwój gospodarki Piekar (z jednej strony rolnictwa, a z drugiej – górnictwa i przemysłu) w istotny sposób wpłynął na środowisko naturalne. Szata roślinna straciła swój pierwotny charakter. Lasy na terenie miasta zajmują 194 ha i tworzą dwa zespoły leśne, na Józefce i w Kozłowej Górze (tzw. Las Lipka i Dioblina). W drzewostanie przeważają drzewa liściaste, grab, dąb i lipa, mniejszy udział mają sosna i świerk. Lasy te dopiero w ostatnich latach poddane zostały procesom odnowienia i zmiany drzewostanu, a w swym ogólnym zarysie niezmiennie powierzchniowo pokrywają podobny areał jak w XIX w.

Zbiorowiska nieleśne reprezentowane są m.in. przez zespoły roślinności wodnej, szuwarowej i ruderalnej oraz przez murawy kserotermiczne. W mieście liczne są także zbiorowiska łąkowe, które przy obecnym sposobie użytkowania ziemi szybko zmniejszają swoją powierzchnię.

Na terenie Piekar Śląskich występuje wiele roślin obcego pochodzenia, tzw. antrofitów, jak rozchodnik kaukaski, nawłoć kanadyjska, czy dąb czerwony. Inwazyjne gatunki flory wypierają rodzime w wyniku mniejszych wymagań środowiskowych oraz braku naturalnych wrogów.

Ilość i skład gatunkowy fauny zależy od wielu czynników. Na terenach o silnej antropopresji życie zwierząt determinowane jest działalnością człowieka, a także możliwościami przystosowawczymi wykształconymi przez dany gatunek w toku ewolucji.

Miasta stały się ekosystemami, które dla części zwierząt (np. jerzyków, niektórych gatunków sów, czy nietoperzy) stanowią swoistą imitację warunków naturalnych. Fauna synantropijna, o której mowa, świetnie daje sobie radę w warunkach miejskich adoptując np. budynki i kanały do swoich potrzeb życiowych.

W Piekarach występuje także szereg gatunków rzadkich, zarówno w skali miasta, jak i regionu. Przede wszystkim są to ptaki i płazy. Do największych skarbów przyrodniczych zaliczyć należy m.in. podróżniczki, derkacze, kszyki, ortolany i pójdźki. Z płazów na uwagę zasługują kumaki nizinne, rzekotki drzewne, grzebiuszki oraz ropuchy zielone i szare.

Ssaki reprezentowane są przez pospolite: lisy, sarny, norniki, zające, wiewiórki, łasice i kuny oraz rzadsze: borsuki, rzęsorki rzeczki, wydry i chomiki europejskie. Z gadów licznie występuje u nas zaskroniec i żmija zygzakowata.

Z drugiej strony, wiele gatunków dawniej licznych wycofuje się lub całkowicie zanika z terenów Górnego Śląska. Wpływ na tą sytuację ma przede wszystkim zmiana sposobu zagospodarowania ziemi, intensyfikacja i chemizacja rolnictwa. Poprzez rozwój zabudowy w terenach podmiejskich zwierzęta tracą swe naturalne siedliska i miejsca lęgowe.

Prace terenowe członków Piekarskiego Stowarzyszenia Przyrodników wykazały występowanie szeregu roślin i zwierząt całkowicie lub częściowo chronionych oraz miejsc o wybitnych walorach przyrodniczych. Efektem tego było powołanie pierwszego w mieście użytku ekologicznego Księża Góra. Szerzej o walorach przyrodniczych Piekar Śląskich piszemy w następnym rozdziale.

W niniejszym opisie wykorzystano materiały z książki „Piekary Śląskie i okolice – przyroda i zabytki”. Piekary Śląskie 2016. Aut. Dariusz Gacek, Dariusz Pietrucha, Adam Szczepańczyk

Górnośląski odcinek Drogi Św. Jakuba Via Regia

Piekary Śląskie – ważne miejsce na drodze Świętego Jakuba.

Górnośląski odcinek Drogi św. Jakuba Via Regia rozpoczyna swój bieg od mostu na rzece Brynica w Piekarach Śląskich, która przez wiele wieków stanowiła historyczną granicę Śląska i Małopolski. Prowadzi przez malownicze, atrakcyjne przyrodniczo, historycznie i kulturowo tereny województw Śląskiego i Opolskiego. Blisko 140-kilometrowy odcinek szlaku przebiega przez tak ważne miejsca kultu jak Piekary Śląskie, Góra św. Anny czy Kamień  Śląski. Piękno przyrody, malownicze miasteczka, spokojne wsie, pola, rzeki, lasy, zabytkowe kościoły, przydrożne krzyże i kapliczki – wszystko to sprzyja wyciszeniu i nastraja do refleksji.

Nie musisz jechać do Hiszpanii by pielgrzymować szlakiem Camino.

Szczegóły na stronie www.caminosilesia.pl

Materiały informacyjne, paszport pielgrzyma oraz pamiątkowe pieczątki można otrzymać w Centrum Pielgrzymkowym przy Bazylice NMP. Czynne codziennie w godz. 8.30-16.30, tel. 32/767 99 81

Nie zwlekaj … Ruszaj na Szlak Świętego Jakuba. Droga do Santiago de Compostella zaczyna się u progu Twojego Domu!!!

Dzieje nazwy i herbu miasta Piekary Śląskie

Początki miejscowości

Po raz pierwszy nazwa „Pecare” została wymieniona w dokumencie biskupa krakowskiego Pawła z Przemankowa, datowanym na 2 X 1277 r. Dokument wspominał o utworzeniu nowej parafii z siedzibą w Kamieniu (obejmującej  w znacznej części obszar dzisiejszych Piekar). Dwa dni później wystawiono inny dokument, gdzie nazwę miejscowości podaje się już jako „Pekare”.

Po raz kolejny nazwa pojawia się o wiele później, gdyż dopiero w dokumencie datowanym na 27 V 1480 r. Tekst mówi, iż wieś została założona w 1420 r., co raczej nie może odpowiadać prawdzie. Podobno miała zostać założona przez księcia kozielskiego Konrada, który ją później zastawił rodzinie Synowców (Mikołaj był kasztelanem krakowskim, Jan podkomorzym). Ci z kolei mieli ją odstąpić niejakiemu Mrokowowi de Luznicze.

W zbiorze dokumentów średniowiecznych „Codex Diplomaticus Silesiae” również możemy spotkać nazwy„Piekary”„Piekar”.

Nazwa prawdopodobnie wzięła się od piekarzy wypiekających chleb na potrzeby bytomskiego grodu książęcego. Wieś Piekary pełniła wówczas wobec Bytomia rolę służebną (była tzw. wsią służebną). Ale jest jeszcze druga teoria, której zwolennicy twierdzą, iż nazwa wzięła się od pieczar („pecare”), powstałych w wyniku eksploatacji rud kruszców, zalegających w dużych ilościach, płytko pod powierzchnią ziemi. Pierwsza teoria wydaje się jednak bardziej prawdopodobna.

Nazwa miejscowości w kolejnych stuleciach

Kiedy Śląsk wraz z Piekarami znalazł się pod panowaniem pruskim (1740-1922) Prusacy, a później Niemcy używali na mapach, bądź w pismach urzędowych nazwy Deutsch Piekar lub Deutsch Beckern. W ten sposób odróżniano osadę Piekary, założoną na prawie niemieckim, od pobliskich Piekar Rudnych, oficjalnie zwanych Rudy Piekar, założonych na zwyczajowym prawie polskim. Z czasem zaczęto również używać nazwy Wielkie Piekary (oczywiście dalej funkcjonowały nazwy okolicznych miejscowości, czyli Szarleja, Brzozowic, Kamienia, Brzezin Śląskich, Kozłowej Góry czy Dąbrówki Wielkiej). Wielkie Piekary i sąsiednie miejscowości należały do 1922 r. do powiatu bytomskiego, a  w okresie międzywojennym do powiatu świętochłowickiego (od 1939 r. do powiatu tarnogórskiego). Jedyny wyjątek stanowiła Kozłowa Góra – ta należała do powiatu tarnogórskiego przez cały okres międzywojenny.

Na mocy rozporządzenia wojewody śląskiego Michała Grażyńskiego, w 1934 r. połączono gminę przemysłową Szarlej z gminą Wielkie Piekary tworząc wspólny organizm administracyjny „Szarlej-Wielkie Piekary”. Nowa miejscowość liczyła niecałe 26 000 mieszkańców. W dniu 1 IX 1935 r. nastąpiła zmiana nazwy gminy na Piekary Śląskie.

Ustawą Sejmu Śląskiego z dnia 10 VII 1939 r. Piekarom Śląskim zostały nadane prawa miejskie. Ten akt prawny nobilitował również do rangi miast kilka sąsiednich miejscowości (między innymi Świętochłowice, Nowy Bytom czy Rudę) Do realizacji tejże ustawy Sejmu Śląskiego nie doszło z powodu wybuchu II wojny światowej.

Podczas wojny Niemcy wcielili te obszary do Rzeszy. Piekary Śląskie nadal nie były miastem. Dopiero po zakończeniu działań wojennych, 13 II  1947 r., wojewoda śląsko-dąbrowski Aleksander Zawadzki nakazał w formie zarządzenia wykonanie przedwojennej ustawy o nadania statusu miasta Piekarom Śląskim.

Kolejną istotną zmianą była mała reforma administracyjna z 1973 r. Polegała ona głównie na scalaniu mniejszych ośrodków w większe. Dlatego też do Piekar Śląskich dołączono gromadę Kozłową Górę, a do miasta Brzeziny Śląskie przyłączono miasto Brzozowice-Kamień i osiedle Dąbrówkę Wielką. W 1975 r. przeprowadzono następną reformę administracyjną, łącząc już powiększone dwa lata wcześniej Piekary Śląskie i Brzeziny Śląskie w jeden organizm miejski. Tak powstały Piekary Śląskie w swoim obecnym kształcie terytorialnym.

Herb Piekar Śląskich

Herb miasta przedstawia dwóch czarno ubranych mężczyzn w złotych (żółtych) butach, przepasanych złotymi (żółtymi) szarfami, między którymi umieszczona jest złota (żółta) sylwetka Bazyliki NMP – bez wątpienia najbardziej rozpoznawalny symbol miasta. Całość w polu błękitnym. Kolory żółty i błękitny są oficjalnymi barwami miejskimi. Nowy herb miasta powstał w 2005 r., z inicjatywy Prezydenta Piekar Śląskich Stanisława Korfantego, a jego uchwalenie przez Radę Miasta było poprzedzone licznymi konsultacjami heraldycznymi.

Pierwszy znany nam wizerunek herbu pochodzi z 1810 r. Można na nim zobaczyć dwóch mężczyzn ubranych w długie sukmany i rogatywki, trzymających się za ręce. Na trochę późniejszym wizerunku herbu (z 1870 r.) mężczyźni już nie mają charakterystycznych nakryć głowy. Można jednakże domniemywać, iż herb Piekar istniał już wcześniej, a rogatywki są raczej symbolem związków z Krakowem.

Ale herb przechodził ewolucję. Po I wojnie światowej w herbie zamiast mężczyzn pojawiły się trzymające się za ręce kobiety. Wielu miłośników historii miasta zadaje sobie pytanie, czy była to celowa działalność, czy jedynie błąd.

Kiedy w 1934 r. Wielkie Piekary połączono z Szarlejem, na pieczęciach urzędowych nie używano herbu. Dopiero po II wojnie światowej, gdy Piekary w 1947 r. otrzymały prawa miejskie, powrócono do starych wzorów. Opierając się na opinii heraldyka i sfragistyka Mariana Gumowskiego przyjęto jako najbardziej odpowiedni wizerunek z 1810 r.

Symbolem miasta jest bez wątpienia Bazylika i związany z tym obiektem kult maryjny. Wygląda na to, iż Piekary nigdy w swoim herbie nie miały żadnego wizerunku Matki Boskiej, choć inni stosowali go dość chętnie. Dlatego też władze samorządowe w 2004 r. wysunęły koncepcję zmiany herbu, poprzez dodanie do niego nowego elementu. Zmiana herbu była szeroko dyskutowana w mediach i zyskała duże poparcie mieszkańców.

Na mocy Uchwały Nr XL/380/05 Rady Miasta w Piekarach Śląskich z dnia 30 VI 2005 r. w statucie miasta dokonano zmiany dotyczącej herbu. Nowym elementem stał się wizerunek piekarskiej Bazyliki umieszczony między postaciami dwóch mężczyzn, którzy odsunięci wyciągają ku sobie dłonie. Sprawia to wrażenie, jakby trzymali na rękach piekarskie sanktuarium. Natomiast kolorystyka herbu pozostała bez zmian.

Na mocy powyższej uchwały „Dni Miasta Piekary Śląskie” organizuje się corocznie w pierwszą sobotę i niedzielę po 10 lipca.

W niniejszym artykule wykorzystano materiały z opracowania „Piekary Śląskie i okolice – przewodnik historyczno krajoznawczy”, aut. Dariusz Gacek i Dariusz Pietrucha, Piekary Śląskie ‘2007.